Inż. JERZY SKORYNA z MEKSYKU



ALBUMY FOTOGRAFICZNE


Spotkania z Ojcem Świętym

Wysyłka Pomnika Jana Pawła II


Inż.Jerzy SKORYNA,Meksyk
Witryny : www.polskiinternet.com/skoryna
e-mail: i




Italia 1945/46



DZIECIĘCY KARABIN MASZYNOWY
Inż.Jerzy Skoryna

Było to dawno, bardzo dawno, przeszło 60 lat temu, czyli więcej niż kopa lat wstecz. Pomimo, że mieszkam w Meksyku od 54 lat, po służbie w AK, Powstaniu Warszawskim i II Korpusie oraz po wielu przeżyciach, ta ceremonia, jaka miała miejsce przeszło pół wieku temu, stoi mi przed oczyma i w pamięci tak, jakby odbyło się to zaledwie wczoraj. A więc: data -11 listopada 1938, miejsce - ujeżdżalnia I Pułku Szwoleżerów, na ulicy Szwoleżerów w Warszawie. A co to takiego specjalnego miało tam miejsce? Na skalę światową, historii Polski, jakiejś okazałej uroczystości lub wartości materialnej, to właściwie nic specjalnego ani godnego uwagi nie miało tam miejsca. Lecz - właśnie chodzi o to "lecz"...

Wracam więc wstecz, o te kilkadziesiąt lat, pokrytych kurzem jednej z najkrwawszych i najburzliwszych epok ludzkości, historii Polski i całego świata. Byłem uczniem SZKOŁY RODZINY WOJSKOWEJ (SRW) , wraz z moją młodszą siostrą, Marytką. A co to była za Szkoła? W 1925 roku, z inicjatywy Marszałka Józefa Piłsudskiego, powstało Stowarzyszenie pod nazwą RODZINA WOJSKOWA. W ramach tego stowarzyszenia Pani Aleksandra Piłsudska podjęła się zorganizowania przedszkoli i szkół powszechnych dla dzieci rodzin wojskowych. Szkoły te powstawały tam, gdzie stacjonowały jednostki wojskowe. W Warszawie "za moich czasów" bylo ich trzy. Nasza Szkoła na ul. Szucha 29, róg 6-go Sierpnia, poprzednio i teraz ul. Nowowiejskiej, na Żoliborzu, na ul. Czarnieckiego i na Pradze, na ul. 11 Listopada. Do tego przedszkola zacząłem chodzić w roku szkolnym 1931/32. Warto dla historii podkreślić, że wizytatorką do roku 1936, była Pani Helena Szalayowa z domu SKŁODOWSKA, wybitna osobistość pedagogii i siostra sławnej Marii Skłodowskiej, odkrywczyni Radu i Polonium. Szkoła Rodziny Wojskowej była koedukacyjna, gdzie lekcje historii, języka polskiego, geografii i religii stały się przedmiotami, które nas, dzieci "powszechniaka", żywo interesowały, podobnie i jak naszych rówieśników w innych szkołach w całej Polsce. Przedmioty te pasjonowały nas podniecały nasze umysły oraz wyobraźnię. "Wyprzedzaliśmy" lekcje z podręczników, a lektury "pożeraliśmy" z prawdziwym entuzjazmem i dla nas właściwie Indianie nie egzystowali. Natomiast Skrzetuski, Wołodyjowski, Longinus Podbipięta, czy Kmicic, byli prawdziwymi bohaterami i wzorami godnymi do naśladowania. Każdy z nas chciał być jednym z nich. Nic więc dziwnego, że dość często konspiracyjne pseudonimy w AK czy NSZ w czasie okupacji były brane z imion tych bohaterów. Dodatkowe wpływy na nasze polskie wychowanie miały książki takie jak: "Krzyżacy", "Na Tropie Smętka", "Taczanka", "Szkoła Orląt" i podobne. Rozwój Gdyni, "Naszego Portu", Marynarki Handlowej, Wojennej, Lotnictwa, Kolejnictwa, COP-u i wielu innych zdobyczy Polski, napawały nas w pełni słuszną dumą. Wszak były to NASZE osiągnięcia! Również produkcja NASZYCH samolotów RWD, PZL oraz balonów, które okrywały Polskę chwałą zwycięstwa na międzynarodowych zawodach. Bohaterski lot ówczesnego Kapitana Stanisława Skarżyńskiego (którego popiersie - już jako Pułkownika - znajduje się aż tutaj, w galerii sławnych lotników, na międzynarodowym lotnisku w Stolicy Meksyku) do Brazylii i Argentyny na RWD 5-bis, zwycięstwa Żwirki i Wigury oraz Jerzego Bajana w szeregu zawodów lotniczych Challange naokoło Europy, a szczególnie w Berlinie, dawały nam poczucie, że Polska stoi w pierwszym rzędzie potęg międzynarodowych, tak w zakresie sportu lotniczego, jak i innych dziedzinach - np. pierwsze miejsca, pomiędzy innymi, były zdobyte przez Kusocińskiego, Wasilewiczówną itp.

Takie to były zewnętrzne bodźce w tamtych, odległych, lecz bardzo bliskich, drogich, kochanych i niezapomnianych nam latach. Bodźce, które przyczyniły się do uświadomienia nam, że jesteśmy Narodem, który kroczy ku świetności historycznej. Wypływało z tego poczucie zdrowej dumy z przynależności do Polski, co niezmiennie trwa do dnia dzisiejszego w naszym, tak starganym, lecz niepokonanym pokoleniu! Nie mniejsze dopełnienie tych zewnętrznych wpływów mieliśmy w wewnętrznym wychowaniu na łonie rodzinnym. To wychowanie, oparte o wspomnienia i opowiadania naszych rodziców z ich walk o niepodległość, tak orężnych jak i konspiracyjnych, oraz o wspomnienia bohaterskich przodków, było na przestrzeni wieków równolegle z wychowaniem otrzymanym w szkołach, spełniając to zadanie w prawidłowym rozwoju naszego pokolenia. Nie mniejszy wpływ miał na nas przedmiot religii, przedstawiając Polaków jako Naród prawy, będący "Przedmurzem Chrześcijaństwa", i Polskę zawsze wierną Bogu ("Polonia Semper Fidelis"), co w dobitny sposób potwierdziła kanonizacja Św. Andrzeja Boboli. To wychowanie naszego pokolenia dało w rezultacie pochlebne spełnienie obowiązku narodowego przez Polaków, którzy zdali celująco i bezprzykładnie swój egzamin w czasie II Wojny Światowej, na miarę przeszłych pokoleń, a może nawet i więcej...

Wychowanie podstawowe skończyłem w pamiętnym czerwcu 1939 r., otrzymując jako pamiątkę, niezapomnianą książkę ze specjalną dedykacją, pełną fotografii, dokumentów, map i historii naszej Stolicy pod tytułem: "WARSZAWA WCZORAJ, DZIŚ I JUTRO". Tragicznie "jutro" Warszawy było zupełnie inne aniżeli przedstawione w planach rozwoju tego kochanego miasta.

Naszą wychowawczynią była Pani Maria Borysewiczowa, opiekująca się nami "szkrabami powszechniaka" przez całe sześć lat, wykładając również szereg przedmiotów "NASZEJ KLASIE". Bo była to naprawdę tak przez nas nazywana doskonale zgrana "NASZA KLASA", z której tylko kilku z nas, ocalałych Cudem Boskim, do dnia dzisiejszego łączą przyjacielskie więzi i korespondencja, pomimo ogromnych odległości i różnych kontynentów. Pani Maria była osobą wyjątkową, o nieprzebranych zaletach, tak jak cały, bez żadnego wyjątku, zespół nauczycielski wraz z Kołem Rodziców. Któregoś dnia obiegła całą Szkołę Rodziny Wojskowej elektryzująca nas wiadomość, że I Pułk Szwoleżerów potrzebuje karabinu maszynowego do obrony Polski! Zawrzało we wszystkich klasach. Pytań było bez końca: jaki to jest karabin, kto go produkuje, ile kosztuje, kiedy i jak będzie można go zakupić itp.? Komentarzy pomiędzy nami było bez liku. Każdy z nas zaglądnął do książeczki oszczędnościowej KKO i dochodził jak można by rozbić metalowe skarbonki, do których kluczyk miał tylko bank KKO. Wnioski, rady i spostrzeżenia na ten temat były szeroko omawiane pomiędzy największymi naszymi "specjalistami". Po niedługim czasie okazało się, że MY, DZIECI (!) Szkoły Rodziny Wojskowej, jesteśmy w stanie, z naszych osobistych oszczędności zakupić tę potrzebną Szwoleżerom broń, na której będzie wyryty napis: "DAR SZKOŁY RODZINY WOJSKOWEJ", z naszym godłem, którym była tarcza wojskowego Orła Białego oraz dumnymi literami, ręcznym pismem wyryte: S. R. W.! W końcu KKO, po otrzymaniu pozwolenia od rodziców, którzy zawiązali specjalny komitet zakupu, otworzył nam metalowe skarbonki, a zawarte w nich pieniądze przekazaliśmy osobiście na fundusz zakupienia karabinu maszynowego!

Wkrótce została ustalona data ceremonii wręczenia na 11 listopada 1938 roku. Z wielką emocją oczekiwaliśmy tego dnia, kiedy to mieliśmy pójść do ujeżdżalni I Pułku Szwoleżerów. Czasu na przerwach było za mało na komentarze związane z tym karabinem, ceremonią, kto na niej będzie i jak to się odbędzie. Nie mniej czasu zajmowały domysły o przyszłość "NASZEGO" karabinu maszynowego: Kto go będzie miał? Co się z nim stanie? Czy Szwoleżerowie będą, co będzie dla nas wielką dumą, od czasu do czasu o nas wspominać? Były więc spotkania po naszych domach, aby omówić tak ważne sprawy! A może, po przeszło 60 latach, jeszcze gdzieś ten karabin egzystuje?

Wreszcie nadszedł tak oczekiwany dzień poświęcenia i przekazania naszego daru. Szliśmy parami, klasa po klasie, a w jednej z nich była też rozemocjonowana moja siostra, Marytka, poprzedzana Sztandarem S.R.W., niesionym przez poczet "NASZEJ KLASY", wszak byliśmy już OSTATNIM rocznikiem. Do pocztu zostali wybrani moi koledzy: na chorążego Włodek Drecki, a po bokach Małgosia Kalicińska, obecnie kronikarka "NASZEJ KLASY" i Zbyszek Biedrzycki. Nasze serca rozpierała zrozumiała duma, gdy maszerowaliśmy z naszym Sztandarem ze szkoły mieszczącej się na Al. Szucha, róg Nowowiejskiej, obok i w gmachu Ministerstwa Spraw Wojskowych, Parku Agrikola, aż do ujeżdżalni I Pułku Szwoleżerów. Wchodząc do ujeżdżalni zastaliśmy już duży stół, pokryty biało-czerwonym suknem, na którym był umieszczony "NASZ" karabin maszynowy. Naprawdę wielkie wzruszenie ogarnęło nas wszystkich, gdy ujrzeliśmy dodatkowo naokoło Szwadron Szwoleżerów w pełnym rynsztunku. Orkiestra wojskowa też była obecna, więc wszystko było jak trzeba. Po chwili pojawiła się wysoka szarża oficerska z jakimś Generałem na czele i Kapelanem Wojskowym. Po krótkich modlitwach i poświęceniu naszego daru nastąpiły przemówienia proste, żołnierskie, lecz głęboko zapadające w nasze dziecięce serca, podnosząc nastrój, podniecając nasze umysły jak i prawdziwy, szczery oraz jeszcze mocniejszy patriotyzm, bez żadnego patosu, co zostało potwierdzone w niedługim, wojennym czasie... Cała ceremonia była bardzo uroczysta, wzruszająca, pozostawiająca niezatarty i pozytywny ślad na całe życie. Byliśmy przekonani, że nigdy Polska nie będzie rozebrana lub cierpiąca pod obcym jarzmem, a jeśli zostałaby napadnięta, to potrafi obronić się sama przed jakimś barbarzyńskim najazdem...

W niecałe dziesięć miesięcy nastał zbrodniczy najazd i agresja z dwóch stron - aliantów z Berlina i Moskwy. Klęska wrześniowa była dla nas wielkim wstrząsem, oraz ciosem, lecz duchowo i ideologicznie nas nie złamała. Mieliśmy doskonale wychowanie i przykłady przeszłych pokoleń. Byliśmy przygotowani do dalszej walki! Ciągle brzmiało w naszych sercach powiedzenie "Dziadka", Marszałka Piłsudskiego: "BYĆ ZWYCIĘŻONYM I NIE ULEC - JEST ZWYCIĘSTWEM, ZWYCIĘŻYĆ I SPOCZĄĆ NA LAURACH - JEST KLĘSKĄ"! Tak mówił Marszałek Piłsudski, którego znaliśmy osobiście, z naszych częstych wycieczek do parku Belwederu. To powiedzenie pozostało w naszych sercach i umysłach do końca życia, schodzącego już dzisiaj z teatru historii, naszego pokolenia.

Dwudziestolecie niepodległej Polski, wychowało pokolenie, które stawiło czoło obu krwawym agresjom i okupacjom, tak z zachodu, jak i ze wschodu, walczyło i brało udział na wszystkich frontach pola walki. Armia Krajowa, Powstanie Warszawskie, dzieci na barykadach, I i II Korpus na Zachodzie, Lotnictwo, Marynarka i Rząd Polski na wychodźctwie, powojenne osiągnięcia Kombatantów na wszystkich kontynentach tego świata, wiara Kościoła i w końcu SOLIDARNOŚĆ dają dobitne dowody i świadectwo prawdzie: Jacy byli, są i jacy powinni być Polacy! To nasze pokolenie wydało największego w historii Polaka, jakim był i jest nasz umiłowany Ojciec Święty Jan Paweł II!.

Żartobliwie nazywaliśmy naszą Szkołę Rodziny Wojskowej "Szkołą Rogatych Wołów", tyle, że szkoła ta wychowała nie "wołów", lecz niepokonanych "żubrów". Wiele, bardzo wiele Kolegów i Koleżanek bohatersko oddało swoje życie na Polu Chwały, jak na przykład bracia Jurek i Janek Kondratowiczowie, Basia Nawrocka i dziesiątki innych. Nieznane są losy wielu innych jak np. Jurka Goszczyńskiego i Andrzeja Słońskiego. Ci, którzy mieli szczęście przeżyć jak Krzyś Głuchowski zamieszkały w Rio de Janeiro, Jurek Zaleski w Londynie, Romek Ratomski w Poznaniu, Malgosia Kalicińska nasza kronikarka, Krysia Dręcka, Hala Żywicka, Mila Koiszewska i Janek Wiśniewski mieszkają w Warszawie, a Marysia Radzicka w Gdyni, natomiast ja, też daleko, bo aż w Meksyku, oraz niezapomniany już nieżyjący Janek Falewicz. W Naszej Klasie było nas 42 dzieci, a po wojnie zaledwie mogliśmy doliczyć się tylko około tuzina. Wszystkie One i Oni, z pełnym zaparciem się siebie i całkowitym oddaniem zapełniali szeregi konspiracji, AK, NSZ, oraz II Korpusu, działając nieskazitelnie i bez granic na rzecz Polski!

Widząc obecną sytuację Polski, stawiamy sobie pytanie: Czy obecne, po PRL- owskie pokolenie, byłoby w stanie zakupić ze swoich dziecięcych oszczędności karabin maszynowy, a później stanąć bezkompromisowo w obronie Ojczyzny? Oby Dobry Bóg nie postawił tak obecnego, jak i przyszłych pokoleń Polaków do podobnego egzaminu, jaki był dany nam, którzy odchodzimy już na "wieczną wartę"!.. Tacy byliśmy i nadal jesteśmy - jak dzieci, dający "DZIECINNY KARABIN MASZYNOWY"!

NOTY:
1.- Nasza Kronikarka Pani Malgorzata Kalicińska-Burakowska. (Córka Dr. Kalicińskiego, który balsamował ciało Marszałka Piłsudskiego, został zamordowany w Katyniu) jest w posiadaniu fotografii pocztu Sztandarowego z opisanej ceremonii przekazania, opisanego powyżej "Dziecinnego Karabinu Maszynowego".
2.- Jeśli jakaś redakcja byłaby zainteresowana fotografią z tej uroczystości lub innymi, to proszę skomunikować się z Panią Małgorzatą Kalicińską-Buraczewską, pod następującym adresem: ul. Klaudyny 38, m. 174; 01 684 Warszawa. Pani Małgorzata Kalicińska-Buraczewska posiada dużo bardzo ciekawych dokumentów historycznych tak ze SRW., jak i innych z tamtych dalekich, lecz jakże bliskich czasów, tak ważnych w historii Polski i dla kształtowania nowych pokoleń, szczególnie z zakresu SZKOLNICTWA. EDUKACJI i DOBORU CIAŁA NAUCZYCIELSKIEGO, któremu Polska zawdzięcza swoją Niepodleglość !

Inż. Jerzy Skoryna




11 listopada 1938,ostatnie Święto Niepodległości,
"NASZA KLASA"-nasz VI i ostatni rok w S.R.W. ,
Poczet Sztandarowy i cała S.R.W. w marszu do Szkoły Podchorążych Szwoleżerów
na uroczyste przekazanie karabinu maszynowego ze składek uczniowskich






Tacambaro - Polonia - USA Delegatura Kombatancka w Meksyku, 1957 rok i pół wieku więcej
Ing. Jerzy SKORYNA Delegat na Meksyk

Przeszło dwa tygodnie spędziłem w Tacambaro na życzenie Komitetu Organizacyjnego Jubileuszowego pięćdziesięciolecia przybycia do Tacambaro obrazu M.B. Częstochowskiej ufundowanego przez Polonię Chicagowską, na prośbe Tacambaro za pośrednictwem Delegatury Koła b. Żolnierzy A.K. i Stowarzyszenia Polskich Kombatantów-SPK, na Meksyk. Ten posiew dał nadzwyczajne owoce w ciągu półwiecza i ciągłej corocznej obecności Delegatury Kombatanckiej w Tacambaro. W ciągu tych dwóch tygodni opracowało się projekt tak uroczystości otwarcia Roku Jubileuszowego w dniach 28 i 29 pazdziernika obecnego 2006 roku, jak i ciaglych akcji wlacznie z programami lokalnej TV kanalu 9 w Tacambaro. Bedzie to naprawde wieki wkład podniesienia polskich wartości, zapoznanie z nasza historią, jak i obopólne zbliżenię na różnych polach działania, włącznie z turystyką. Mało, bardzo mało ludzi wie, lub zdaje sobie sprawę, że dzięki ofiarności Polonii ze Stanów Zjednoczonych, znajduje sie od pół wieku wspomniany obraz M.B. Częstochowskiej w Meksyku, czczony przez ludność miejscową Stanu Michoacan w diecezalnej miejscowosci Tacambaro. Pisało się bardzo niewiele na ten temat i teraz jak się zbliża jubileusz tryunfalnego wjazdu do Tacamabaro przed pół wiekiem, warto sobie przypamnieć dlaczego i jak to bylo.

Otóż na prośbę Delegatury na Meksyk, Koła b. Żołnierzy AK i SPK, po aresztowaniu Kardynala Stefana Wyszyńskiego w 1953 roku, Prymas Meksyku, Arcybiskup Luis Maria Martinez, nakazał modły za Polskę.

30 lipca 1955 roku z Detroit przybyła specjalna Delegacja z Koła b. Żolnierzy A.K., ofiarowując jako dowód wdzięczności obraz M.B. Częstochowskiej, wręczając go na publicznej ceremonii Ks. Prymasowi Meksyku. Była to ostatnia publiczna partycypacja Ks. Arcybiskupa Luis Maria Martinez przed jego śmiercią. Obraz ten jest czczony w Kościele Perpetup Socorre w rezydencjalnej dzielnicy Stolicy, Lomas de Chapultepec.

Uroczystość przekazania Obrazu Jasnogórskiej Pani bylo bardzo szeroko propagowane przez wszystkie media na całe bardzo rozległe terytorium Meksyku.

W niecałe dwa tygodnie otrzymałem list od Ks. Eugenio Diaz Barriga z Tacamabaro list, w którym Ks. Diaz prosił w swoim, Ks. Biskupa Tacambaro, Jose Abraham Martinez y Betancourt i tamtejszej ludności, o sprezentowanie im także Wizerunku Królowej Polski. Niniejsza Delegatura nie rozporządzająca żadnymi środkami materialnymi, w odpowiedzi oświadczyła, że niczego nie obiecuje, lecz będę się starała spełnić życzenie Tacamara.

Niedługo po tym przybyła do Meksyku pielgrzymka polonijna z Chicago , pod przewodnictwem Ks. Franciszkanina Melchiora Fryszkiewicza, byłego więźnia Oświęcimia i przyjaciela Św. Maksymiljana Kolbe. Przedstawiłem sytuację i prośbę z Tacamabaro. Przybyłe Panie obiecaly zorganizować specjalny komitet na zbiórkę pięniedzy na namalowanie w Meksyku obrazu M.B. Częstochowskiej. Oraz ten miał namalować malarz-rzeźbiarz Miguel Baquidano Camps, który już w 1944 roku, wyrzeźbil piękne popiersie Ignacego Padererewskiego, którego pomnik zostal zrobiony w 2002 roku, i stoi na Paseo de la Reforma, w rezydencyjnej dzielnicy Lomas de Chapultepec, odpowiednik Alei Ujazdowskich w Warszawie.

O tym dowiedzial sie Ppłk. Białobłocki z Asuncion, stolicy Paragwaju i napisał do mnie list, w którym powiedział, że jego kolega jest doskonałym dostawcą obrazów M.B. Częstochowskiej, wobec czego prosi o Jej wizerunek dla Katedry w Asuncion;. Szanowne Panie w Chicago zrobiły jeszcze jeden wysiłek więcej i w ten sposób, pół wieku temu Polonia Amerykańska sfinansowała dwa wiezerunki Królowej Polski- jeden dla Meksyku, drugi dla Paragwaju. W połowie 1957 roku obydwa obrazy zostaly wykończone.

Do Paragwaju został oddany Ambasadzie tego kraju w Meksyku, która przesłała ten podarek za pośrednictwem "Walizy Dyplomatycznej". Natomiast specjalna Pielgrzymowa-Wycieczka z Chicago przybyła do Meksyku,łącząc się z Kombatancką Delegaturą i 20 pażdziernika 1957 roku w naprawdę niespotykanej przyjacielskiej atmosferze, ceremoniach i aktach został przyjęty entuzjastycznie obraz naszej Jasnogórskiej Pani przez ludność Tacambaro i Stanu Michoacan.

Od tego roku, aż po dzień dzisiejszy w każdą ostatnią sobotę i niedzielę pażdziernika organizuje się dwudniowe ceremonie ku czci Królowej Polski, wchodząc już w tradycje tak tego miasta, jak i okolic Stanu Michoacan.

Jest niezbędne podkreślenie, że w Tacamabaro przez cały czas modlili się za Polskę, wznosząc modły za przywrócenie wolności Polsce. Nasza obecność na otwarciu roku jubileuszowego jest niezbędna!

Na otwarcie tego jubileuszowego roku, na dnie 28 i 29 października Tacambar i Kombatancka Delegatura szczerze zapraszają na te uroczystości. Jest niezbędne okazanie naszej wdzięczności za pół wieku ciągłej pamięci o Polsce, modły za Jej wolność, suwerenność i niepodleglość. Pokażmy nasze uznanie dla tych ludzi, którzy okazali nam więcej serca i przyjaźni, aniżeli wszyscy Alianci razem wzięci.

Witryny : www.polskiinternet.com/skoryna
e-mail: i
Pielgrzymki, wycieczki i podróze po Meksyku i po Polsce, organizują i przeprowadzają Panowie Jerzy i Jaroslaw Mrożek. Usługi po polsku, hiszpańsku i angielsku. DESTINO MEXICO e-mail: , Tel. (52-55)5550-6852, Fax: (52-55)5550-0819






RADZICOWANA POLSKA
Inż.Jerzy Skoryna

Przed i w czasie II Wojny Światowej, kiedy to wszyscy bardzo dbali o poprawny język polski, dwa słowa miały swoje prawdziwe znaczenie, to jest "comunizm" i "Zwiazek Sowiecki". Obydwa te slowa i inne od nich pochodzące, jak n.p. "comunista", czy "sowiecki", mialy swój zrozumiały negatywny ciężar gatunkowy. Nazwać kogoś tymi słowami, to brało się, i to slusznie, za bardzo powazną zniewagę. Podobnie miała sie rzecz z niemcami. Po prostu nazywano ich niemcami, szkopami, szwabami i na tym zasadniczo koniec. Może czasem padło słowo "hitlerowiec". W ciągu dwustu lat niemcy nas nie zgermanizowali, rosjanie nie zrusyfikowali. Związek Sowiecki chciał Naród Polski sowietyzować, co zasadniczo im tez się nie udało.

Moskwa miała powazny problem językowy, jak siebie po polsku nazwać, bo "Sowiety" to było słowo ubliżające. Nazwac swój kraj i całe postępowanie po imieniu, tak jak to bylo przyjęte w Polsce do końca wojny, to dla sowietów bylo nie do pomyślenia i nie do przyjęcia.

Na całym świecie i w każdym języku był stosowany wyraz "sowiecki", co w Polsce było pojęciem negatywnym. Wymyślono więc, wbrew wszelkim zasadom i kanonom języka polskiego, na określenie sowietów, wprowadzono dziwoląg, słowo "radziecki", pochodzące od tłumaczenia "rad". Jak wiadomo to tam nie bylo żadnych rad, a tylko bezlitosna dyktatura i tyle.

Trzeba sobie uzmyslowić, że nie bylo języka, ani narodu "sowieckiego". Był język i naród rosyjski, a "sowiecki" to tylko wymysł ludzi z politycznego rynsztoka. Tak, zamiast słowa "sowietyzowac", należołoby tu uzyć "radzicować", co byłoby dziwolągiem w języku polskim. Naturalnie, takie odmiany językowe nie mogły być używane i ich się nie używało.

Też z powodów politycznych, zostało wynalezione słowo "naziści". Mówiło się prosto tak jak bylo w rzeczywistości , niemcy i tyle. Polskę okupowali Niemcy i tak się mówiło, a nie naziści. Nazista, to jest określenie człowieka należącego do Socjalistycznej Niemieckiej Partii Pracy, więc to był tylko maleńki ułamek narodu niemieckiego. To, że większość ludu niemieckiego, uległa i zidiociała uwielbiając Hitlera, to nie znaczy, że ta cała ludność była członkami tej partii.

Polska inteligencja, została wymordowana wspólnymi rękoma, niemckimi i rosyjskimi, podobnie jak to miało miejsce i w poprzednich wiekach. Opór swoeckiemu okupantowi stawił cały Naród, lecz brakowało w nim większej części inteligencji, co sprowokowało, że język polski, niestety, został bardzo zubożały i zabrudzony obcym słownictwem, tak ze wschodu, jak i z zachodu.

W ciągu czterdzietu lat, rosjanie chcieli skomunizować Polskę, co im się nie udało, lecz niestety warstwy rzadzące, wodzone na pasku sowieckim, uległy pewnym wpływom, właśnie, przez nich nazywanym, Związkiem RADZIECKIM. Bedąc sługusami tegoż Związku, nie ulegli sowietyzacji, lecz poddali sie tym "przodującym" zwyczajom RADZIECKIEJ, czyli od zdemoralizowanej, złodziejskiej,bezwyznaniowej, przekupnej i skorumpowanej nacji, będąc klonem wzorów RADZIECKICH potworów. Innymi słowami okradali, czyli - "RADZICOWALI", na szkodę Narodu i Państwa Polskiego.

Słowo "radzicowanie", to jest dziwolag w języku polskim, jak i fakt okradania Narodu przez niby to własnych obywateli. Właśnie ci ludzie, radzicowali Polskę, tak w czasach PRL, jak i po upadku tego sowieckiego dziwoląga. Trudno tych ludzi nazwać "komunistami" bo zasadniczo takowymi nie byli. Też "sowieciarzami" nie byli, więc nie pozostaje nic innego jak określić tych ludzi i ich czyny mianem "radzicowców". Ci radzicowcy, wyradzicowali gospodarkę narodową od chwili zwycięstwa "SOLIDARNOŚCI". Magdalenka, też była radzicowym tworem i "ugoda", czy też "gruba kreska". Ludzie, którzy teraz pracują dla swojej wlasnej prywaty, nie są czym innym jak właśnie tworem radzieckiego systemu, wychowując te ideologiczne potwory, właśnie na takich radzicowców, którzy radzicują Polskę. Obecna Polska jest radzicowana, czyli brutalnie ograbiana, przez takich radzieckich bękartów. Miejmy nadzieję, że radzicowskie czasy skończa sie z nadejściem przyszlego 2006 Nowego Roku! Używanie slowa "radziecki", jest ciągłym i dalszym sowietyzowaniem Polski.








"BEZ SERC BEZ DUCHA TO SZKIELETÓW LUDY"
Inż. Jerzy Skoryna

"Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy". Dwieście lat temu, słowa te wstrząsneły duchem, sercem i sumieniem Narodu Polskiego. Duch Polski przetrwał rozbiory i powstając wywalczył sobie Wolność, Niepodleglość i Suwerenność. W czasie zaborów ucisk państw zaborczych byl skierowany wyraźnie i bez ogródek przeciwko Narodowi Polskiemu. Polska dzięki patriotyzmowi ówczesnych pokoleń i z Kościołem Katolickim, po 123 latach niewoli zrzuciła kajdany, odzyskując Wolność, Niepodleglość i Suwerenność.

Dzięki patriotycznemu wychowaniu, zaraz po odzyskaniu Niepodleglości, Polska potrafiła obronić siebie i Europę, od barbarzyńskiego najazdu Rosji sowieckiej w 1920 roku. Polska obrócila w perzynę "niezwyciężoną" Czerwoną Armię. Pomiędzy obiema wojnami, w ciągu dwudziestu lat Polska wychowała następne pokolenia, które, nie tylko postawiły na nogi Polskę z punktu widzenia ekonomicznego, ale też politycznego, a w szczególności patriotycznego. Tamto międzywojenne pokolenie, które jest już na odejściu, było przepełnione polskim duchem i sercem, prawdziwym patriotyzmem, co pozwoliło nie tylko przetrwać II Wojnę Światowa, lecz zapobiec połknięciu naszej Ojczyzny przez Związek Sowiecki, i staniu sie jedną z republik tego imperialnego związku zła.

Polska przez tysiąc lat miała prawdziwego polskiego Ducha i całym sercem Naród był oddany nawyższym ideałom: Wolności, Suwerenności, Wierności i Niepodleglości, walcząc i opierając się zwycięsko wszelkim zakusom zniszczenia Narodu Polskiego. Dzisiaj mamy inne najazdy i zakusy ujarzmienia, oraz zniewolenia Narodu Polskiego, przez materialną zgliniznę, materialnego bezbożnego świata i kulturę śmierci. Plyną z różnych stron świata, jak i z polskojęzycznej obcej prasy wydawanej w kraju, wszelkiego rodzaju ogłupiające "przekonywania" o "dobrodziejstwach" pieniądza, hołdowaniu ogłupiającej "globalizacji", ktOra jest skierowana przeciwko wszelkim poczynaniom, jak i żywotnym interesom Polski, na terenie ekonomicznym, produkcyjnym, politycznym, jak też niepodegłemu duchowi Narodu Polskiego.

Młodzi muszą zwrócić szczególną uwagę na to, że w większości wypadków historia Polski nie jest rzetelnie podawana w szkołach, a prasa często wyraża sie obraźliwie o historii przeszłych pokoleń walczących o wolność. To są OBCE i WROGIE Polsce strzały mające na celu ZNISZCZYĆ Polskiego Ducha i zamrozić Polskie Serce, zabić dumę narodową i ze swego pochodzenia, robiąc z nas ludzi bez woli własnego bytu, stwarzając z nas niewolników materialnych, służącym szkieletom materialistycznym, obleczonych w złote świecące ozdoby, lecz śmierdzące gnojem zglinizny.

Polska ma przepiękną przeszlość, lśniacą najlepszymi przykładami historię, przez którą, do niedawna, z mocy Moskwy, a teraz zazdrosnych o naszą historię zachodnich Państw, i nie tylko zachodnich, jesteśmy obecnie pod ogniem bezbożnej zachłanności laickiego imperializmu materialnego.

Czyż nie widzimy jak nasze bogactwa, przedsiębiorstwa i media przechodzą w obce WROGIE ręce? Czyż mamy tylko przyglądać sie temu i pozwalać aby robiono z nas niewolników pracujących dla innych pogańskich Państw? Właśnie zdrowy patriotyzm, z prawdziwym polskim duchem i sercem, wyzwoli nas od niewolnictwa, tak jak to zrobili nasi Ojcowie i przeszłe pokolenia. Musimy wreszcie uprzytomnić sobie, że tak jak to jasnowidzący nasz Wieszcz, przewidział, to Oni, chcą z nas, tak jak juz Oni są, zrobic też z nas: "Bez Serc, bez Ducha to szkielety Ludów".

Czy nie widzimy, ze Europa Zachodnia, staje się być zaludniona cmentarzami, a nowe pokolenia są zabijane jeszcze przed narodzeniem! Czyżby Polska miała stać się pustynią z naszymi pogrzebanymi szkieletami, a resztki pozostającego pokolenia, zniewolona przez szkielety bez ducha i serc, lecz odziane w złoto? Czyż nie widzimy, że materialna zgnilizna nie wyciaga pomocnej ręki umierającym z głodu? Przestało bić chrześcijańskie serce w Stolicach możnych tego świata.

Jesteśmy mistrzami w wojnie podjazdowej, konspiracji, organizacji oporu przeciw przemocy, świetnymi organizatorami ruchów wolnościowych, jakim NIKT nam w Europie i na innych kontynentach nie dorówna. Czyżby szkielety bez serc i ducha potrafily nas zniewolić? NIGDY! Polska jest potęgą ideologiczną nie do zwyciężenia! Mamy naukę Wielkiego Papieża, Jana Pawla II, która musi być dokładnie wprowadzona w życie. Kompletny bojkot mediów, które nie slużą Polsce Niepodleglej, Suwerennej, oraz Polskiej Racji Stanu. W czasie wojny niemieckie gadzinówki w języku polskim nie mialy odbiorców, a tylko prasa podziemna dominowała w społeczeństwie. A czy "prasa drugiego obiegu" nie dała dobrych rezultatów? Czy czegoś w tym guście nie mozemy zrobić teraz i wygnać obce koncerny, które niszczą naszą kulturę, historię i tradycje? Produkty zagraniczne powinny być wyrzucone z handlu i zastąpione polskimi, co znów otworzy więcej tak potrzebnych miejsc pracy. To samo musimy zrobić z pozamykanymi przedsiębiorstwami, włącznie z lotniczymi, stoczniami i zlikwidowanym przemyslem. Naturalnie to sie nie stanie w pół godziny, lecz Polska potrafiła to zrobić w dwudziestoleciu pomiędzy wojnami. To samo może i ZROBI TERAZ!

Młodzi! Posłuchajcie własnego i naszych Przodków Wielkiego i zwycięskiego Ducha. Zwycięstwo dobra nad złem jest w odleglości wyciągniętej ręki! Obecna zglinizna materialna może służyć nam tylko jako nawóz i na nic więcej! Mloda Polska jest prężna jak zechce, a cele są wielkie i piękne, więc chęci NIE ZABRAKNIE! Młodzi, zakasajcie rękawy i pracujcie dla Polski, dla SWOJEJ Polski, jak to robiły całe nasze, Polskie, pokolenia na przestrzeni przeszło tysiąca lat!!! Materialne sowieckie imperium zła, zostało rozgromione przez Polskę, pod przywództwem Ojca Świetego, Jana Pawla II. Teraz Lśniaca Polska, przeszło tysiącletnia Polska: "Polonia Semper Fidelis", musi roznieść materialną zgniliznę, jak i przywrócić chrześcijańskiego ducha i serce całej Europie. Stanie sie to dzięki temu, że Polska ma na swych sztandarach wypisany drogowskaz: Bóg, Honor i Ojczyzna!





HISTORIA POSKI - ZAZDROŚĆ, GŁUPOTA CZY ZDRADA
Inż. Jerzy Skoryna

Nie pierwszy raz piszę na temat podawania prawdziwej i rzetelnej historii Polski, młodemu pokoleniu w Kraju naszych Ojców.Ze strachem, rozpaczą i zdziwieniem, zalewają mnie te uczucia w duszy i sercu Polaka, z przedwojennego pokolenia.Co się w Polsce dzieje? Czyżby nie bylo ludzi mogących przedrukować historię Polski wydaną przed wojną, lub zagranicą?

Czyż nie ma ludzi którzy mogliby zebrać dokumentację z czasów międzywojennych i II Wojny Światowej, dając Narodowi kręgosłup dumy, wiary i miłości do Ojczyzny? Czyżby obecni "ministrowie" oświaty i kultury byli właśnie pozbawieni tej oświaty i kultury? A moze bezmierna głupota nie pozwala na szukanie dobra Narodu i Kraju w którym żyją i otrzymują sute pensje? A może zazdrość, że nasze pokolenie potrafiło zrobić to, czego obecni władcy nie potrafią zdzialać i z tego powodu ukrywają historyczną prawdę?

Są jeszcze ludzie którzy pamiętając czasy międzywojenne, kiedy to Polska rozkwitała do wielkiego dziejowego rozwoju, tak patriotycznego, duchowego, jak i ekonomicznego, co bylo widać na każdym kroku i w każdym zakątku Polski. Zacznijmy od Gdyni. Maleńka wioseczka tylko o kilku chatkach położona na płaskim i piaszczystym wybrzeżu Bałtyku. Miejsce zupełnie "bez znaczenia", które otworzyło Polsce szeroko drzwi na cały świat i pozwoliło oddychać pełną piersią. Gdynia odebrala niemcom sposób do zaduszenie Polski przez kontrolę eksportu, importu i floty. Niemcom i innym się nie śniło to, że Polacy wybudują nowe miasto i nowy, pełnomorski port! Gdynia wyeliminowała "Wolne Miasto Gdańsk", miasto i port żyjące pod butem niemieckim, a które przez Berlin było wyznaczone do kontrolowania polskiego handlu zagranicznego, co dzięki Gdyni im się nie udało. Gdynia to było wielkie zwycięstwo nad Niemcami! Tego obecnie się nie mówi i bacznie ukrywa!... Gdynia to wielki dorobek CAŁEGO narodu. To było „moje miasto i mój port”. Tak czuł każdy obywatel Polski. Do dnia dziesijszego jest to najmłodsze miasto i port na Bałtyku, a może i na całym świecie. Trzeba było pogłębiać morze, budować specjalne baseny dla wielkiej żeglugi. Kto dzisiaj zastanawia się nad historią Gdyni i jej zbudowania? Nikt! Poprostu istnieje i tyle... Dlaczego, jak i kiedy powstało to miasto i port, tego nikt nie pamięta, a historycy nie chcą pamiętać i nikogo to dzisiaj nie obchodzi! A przecież Gdynia stoi i wiernie pracuje dla dobra Polski!.

Jednak każdy Polak musi być dumny z tego, że te miasto i ten port został wybudowany przez Polskę, dopiero co powstałą po 123 latach niewoli i zwycięstwie nad sowiecką ofensywą na Polskę i całą Europę. Tego żaden kraj na świecie nie dokonał, budując w ciagu kilku krótkich lat nowy port i nowe miasto!.

Nikt nie pamięta i nikogo to dzisiaj nie obchodzi, być dumnym z Polskiej Marynarki, która swoją flotą łączyła nas w latach międzywojennych z całym światem i pięcioma kontynentami. Zaczęliśmy być niezależni od cudzych środków transportowych. Czy teraz, po sześćdziesięciu latach od końca wojny możemy tym samym się pochwalić? Mieliśmy transatlantyki, łączące nas z najważniejszymi portami świata. Nasze okręty pasażerskie nie ustępowały innym pod względem usług, wygody i punktualności. Dzisiaj mamy po za Gdynią inne porty i jak wygląda nasza morska usługa turystyczna? Co się stało z naszymi stoczniami? Od czasu do czasu zawinie jakiś okręt zagraniczny i to na chwilkę i na tym koniec, a reszta zagranicznej floty turystycznej nawet nie zaglądnie, płynąc do innych portów i miast, nie tak ciekawych jak nasze... A co robi obecna Polska w kierunku zdobywania turyzmu? Bardzo niewiele, choć mamy czym się pochwalic naszymi bogactwami dla turyzmu. Musimy się zdawać na cudzą flotę, bo własnej nie mamy, przeciwnie do tego co było przed wojną. Co robią obecni "ministrowie" w celu prawdziwego rozwoju Kraju? Wówczas nie bylo Unii Europejskiej i dawaliśmy sobie lepiej radę jak dzisiaj ze wszystkimi "dobrodziejstwami" UE. Ciśnie się pytanie: DLACZEGO? Czyżby wówczas Polacy mieli inną krew???

Nasze lotnictwo, szczególnie sportowe, stało rzeczywiście na pierwszych miejscach międzynarodowych. Zdobyte puchary sa tego dowodami. Przelot ówczesnego Kapitana Stanisława Skarzyńskiego z Warszawy do Brazylii i Argenytny, w maju 1933 roku, był wyczynem o większej wadze, aniżeli trochę wcześniejszy lot Lindberga. Tym lotem Polska pobiła rekord, który do dnia dzisiejszego nie zostal pobity i nie będzie pobity, ponieważ tej klasy samolotów już się nie buduje. A czy obecnie coś się mówi w Polsce na ten i inne podobne tematy? Nie! W Meksyku dzięki Delegaturze Kombatanckiej mamy na międzynarodowym lotnisku, w galerii sławnych lotników popiersie z brązu Płk. Stanisława Skarzyńskiego. A czy w Polsce lub w innym miejscu na świecie jest podobne uczczenie tego Wielkiego Pilota Polskiego? Dlaczego nie ma? Takich pilotów jak Skarzyński mieliśmy wielu. Czy mamy tego się wstydzić? Wszak o Lindbergu do dzisiaj chwalą się Amerykanię, jak inne kraje swoimi podobnymi zdobyczami, a my co? Bić i polewać wodą różnych "ministrów" odpowiedzialnych za szerzenie dobrego imienia i propagandy dla Polski!

W sporcie balonowym, Kpt. Budzyński brał pierwsze miejsca w międzynarodowych zawodach Gordon-Benetta. Polskie balony były sławne, nie tylko u nas, lecz też i w Kanadzie, USA, Europie i nieprzyjaznej nam Rosji. Zdobywaliśmy pierwsze miejsca w zawodach międzynarodowych. Czy tych osiagnięć mamy się wstydzić, kryjac je przed obecnymi pokoleniami i zagranicą???

Lotnictwo wojskowe bynajmniej w tyle nie stało. Nasze samoloty były pierwszej klasy będąc zakupywane przez szereg krajów. Technicznie staliśmy na pierwszym miejscu, a to, że nie mieliśmy większej ilości maszyn, to tylko z powodu braku czasu na wzmożenie produkcji. Wszak Polska na wszystkich odcinkach szła szybko w górę, co bardzo niepokoiło naszych sąsiadów ze wschodu i z zachodu. Na przedwojenna skalę, nasze lotnictwo cywilne było lepiej rozwinięte aniżeli dzisiejsze, dlaczego? Odpowiedz jest łatwa, ówczesne pokolenie pracowało dla Polski, a nie dla własnej plugawej prywaty.

A Centralny Okreg Przemyslowy – COP, też był wynikiem rzetelnej pracy, wielkich znajomości inżynieryjnych i technicznych jakie w Polsce się zdobywało na naszych uczelniach, podobnie jak przy budowie Gdyni. Polskę budowały POLSKIE SIŁY, bez żadnej zagranicznej pomocy materialnej, jak i inżynieryjnej, lub jakiejkolwiek innej. Postępy w szkolnictwie też były wielkie, do tego stopnia, że przeciętny Polak, stał na dużo wyższym poziomie od Niemca, Francuza, Anglika, Amerykamina, nie mówiąc już o Rosjaninie.

Nasze kolejnictwo było już na najwyższym poziomie ówczesnej Europy. Sprzedawaliśmy za granicę pełne tobory i zestawy, włącznie z szynami i mostami. A jak wygląda obecne kolejnictwo? Pożal się Panie Boże. Nie tylko w ciężkim przemyśle dochodziliśmy do pierwszych miejsc, lecz też i w lekkim, jak na przykład radiowym gdzie w Wilnie produkowało się doskonałe odbiorniki „Wlectrit”, eksportowane nawe na kontynent ameykański. A co mamy dzisiaj?

Przemysł spożywczy też stał na b. wysokim poziomie. Polskie szynki, jak i inne konserwy były eksportowane nawet do St. Zjednoczonych, a co mamy dzisiaj? Polska eksportowała sery, masło i t.p., a obecnie to mamy trudności i obostrzenia ze strony "przyjacielskiej' Unii Europejskiej, która gniecie nas swoimi "przepisami" na szkodę polskiego społeczeństwa, które w części musi utrzymać inne, bogate kraje 'fundatorów' UE.

Dlaczego obecni władcy Polski wstydzą się podawania świetlanych stron o zdobyczach w naszej historii? Czyżby byla to zazdość, że czegoś podobnego nie robi się obecnie? Że polska gospodarka przed wojną była lepsza DLA POLSKI, anizeli dzisiejsza, włączona do Unii Europejskiej?A moze to właśnie UE za pośrednictwem łapówek i innych przekupstw i przy pomocy zdrajców Polski, pchając Ją w przepaść bezwładu ekonomicznego, pogaństwa UE, upadku moralnego, narodowego i poczucia prawdziwego patriotyzmu.

Ktoś zarzucił Kombatantom Polskim z II Wojny Światowej, "mLodzieńcom" z dziewięcioma krzyżykami, że nic nie robią aby zaradzic temu stanowi rzeczy w Polsce. Jako Kombatant, zapewniam, gdyby nie to, że właściwie codziennie wielu z nas przechodzi na Wieczną Warte, a Ci co pozostają jeszcze na tym świecie, to animuszu nam nie jest brak, lecz siły fizyczne niestety już nam nie służą tak jak to rzecz siE miała dawniej. A czy mogliśmy dotrzeć do jakichś stanowisk gdzie moglibyśmy mieć coś do powiedzenia?. Byliśmy niepotrzebnym wyrzutem sumienia, tak za granicą jak i w Polsce. Piszemy, lecz niestety zagłusza nas pogańska pogoN za brudnym pieniądzem, galopujący świat na "złotym cielcu"!

Od dziesięciu lat na forum Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej, tak Delegatura Kombatancka z Meksyku, jak i z innych krajów lacińskich, domaga sie przywrócenia rzetelnej historii Polski, jak i śmialego rządzenia Krajem, jedynie dla dobra Polski. Niestety te i inne wysiłki są niedostrzegane, nie propagowane i ignorowane, tak w Kraju jak i za granicą. Na przykład, akcje kombatanckie w Meksyku nie są propagowane przez "wielkich", ponieważ są dużo większe, jako przeciętna na jednostkę, aniżeli w krajach gdzie Polonie są wielkie i zamożne, w porównaniu z Meksykiem, czy jakimś innym krajem lacińskim. To jest bardzo łatwo sprawdzić w internecie, a dla porządku, poniżej jest podany adres witryny, łaskawie udzielonej Meksykowi przez Chicago. Ci, którzy zarzucaja Kombatantom brak dzialalności, niech zapoznają się z naszą działalnością na wszystkich kontynentach od końca II Wojny Swoatowej, to się przekonają o tym jak mało wiedzą. A może też i ktoś powie, że trzeba pomóc obecnie leniuchom w Polsce, bo to sie im "należy" i osiodłać im złotego cielca. Przywrócenie prawdziwej historii w Polsce może dokonać tego jedynie społeczeństwo mieszkające w Kraju, a maleńkie pozostałe grono kombatanckie, którego resztki mogą pomóc wskazując jedynie źródła prawdziwej i rzetelnej historii, aby ta byla drukowana i rozpowszechniana w Kraju, przez zdrowe części społeczeństwa polskiego, a jest to rzecz niesłychanie pilna i ważna, dla utrwalenia prawdziwego ducha polskiego.

Zazdrość, głupota i zdrada muszą być natychmiast odrzucone i zlikwidowane przez zdrową część Narodu Polskiego!






STRONA GŁÓWNA - HOME