Italia 1945/46
DZIECIĘCY KARABIN MASZYNOWY Inż.Jerzy Skoryna
Było to dawno, bardzo dawno, przeszło 60 lat temu, czyli więcej niż kopa lat wstecz. Pomimo, że mieszkam w Meksyku od 54 lat, po służbie w AK, Powstaniu Warszawskim i II Korpusie oraz po wielu przeżyciach, ta ceremonia, jaka miała miejsce przeszło pół wieku temu, stoi mi przed oczyma i w pamięci tak, jakby odbyło się to zaledwie wczoraj. A więc: data -11 listopada 1938, miejsce - ujeżdżalnia I Pułku Szwoleżerów, na ulicy Szwoleżerów w Warszawie. A co to takiego specjalnego miało tam miejsce? Na skalę światową, historii Polski, jakiejś okazałej uroczystości lub wartości materialnej, to właściwie nic specjalnego ani godnego uwagi nie miało tam miejsca. Lecz - właśnie chodzi o to "lecz"...
Wracam więc wstecz, o te kilkadziesiąt lat, pokrytych kurzem jednej z najkrwawszych i najburzliwszych epok ludzkości, historii Polski i całego świata. Byłem uczniem SZKOŁY RODZINY WOJSKOWEJ (SRW) , wraz z moją młodszą siostrą, Marytką. A co to była za Szkoła? W 1925 roku, z inicjatywy Marszałka Józefa Piłsudskiego, powstało Stowarzyszenie pod nazwą RODZINA WOJSKOWA. W ramach tego stowarzyszenia Pani Aleksandra Piłsudska podjęła się zorganizowania przedszkoli i szkół powszechnych dla dzieci rodzin wojskowych. Szkoły te powstawały tam, gdzie stacjonowały jednostki wojskowe. W Warszawie "za moich czasów" bylo ich trzy. Nasza Szkoła na ul. Szucha 29, róg 6-go Sierpnia, poprzednio i teraz ul. Nowowiejskiej, na Żoliborzu, na ul. Czarnieckiego i na Pradze, na ul. 11 Listopada. Do tego przedszkola zacząłem chodzić w roku szkolnym 1931/32. Warto dla historii podkreślić, że wizytatorką do roku 1936, była Pani Helena Szalayowa z domu SKŁODOWSKA, wybitna osobistość pedagogii i siostra sławnej Marii Skłodowskiej, odkrywczyni Radu i Polonium. Szkoła Rodziny Wojskowej była koedukacyjna, gdzie lekcje historii, języka polskiego, geografii i religii stały się przedmiotami, które nas, dzieci "powszechniaka", żywo interesowały, podobnie i jak naszych rówieśników w innych szkołach w całej Polsce. Przedmioty te pasjonowały nas podniecały nasze umysły oraz wyobraźnię. "Wyprzedzaliśmy" lekcje z podręczników, a lektury "pożeraliśmy" z prawdziwym entuzjazmem i dla nas właściwie Indianie nie egzystowali. Natomiast Skrzetuski, Wołodyjowski, Longinus Podbipięta, czy Kmicic, byli prawdziwymi bohaterami i wzorami godnymi do naśladowania. Każdy z nas chciał być jednym z nich. Nic więc dziwnego, że dość często konspiracyjne pseudonimy w AK czy NSZ w czasie okupacji były brane z imion tych bohaterów. Dodatkowe wpływy na nasze polskie wychowanie miały książki takie jak: "Krzyżacy", "Na Tropie Smętka", "Taczanka", "Szkoła Orląt" i podobne. Rozwój Gdyni, "Naszego Portu", Marynarki Handlowej, Wojennej, Lotnictwa, Kolejnictwa, COP-u i wielu innych zdobyczy Polski, napawały nas w pełni słuszną dumą. Wszak były to NASZE osiągnięcia! Również produkcja NASZYCH samolotów RWD, PZL oraz balonów, które okrywały Polskę chwałą zwycięstwa na międzynarodowych zawodach. Bohaterski lot ówczesnego Kapitana Stanisława Skarżyńskiego (którego popiersie - już jako Pułkownika - znajduje się aż tutaj, w galerii sławnych lotników, na międzynarodowym lotnisku w Stolicy Meksyku) do Brazylii i Argentyny na RWD 5-bis, zwycięstwa Żwirki i Wigury oraz Jerzego Bajana w szeregu zawodów lotniczych Challange naokoło Europy, a szczególnie w Berlinie, dawały nam poczucie, że Polska stoi w pierwszym rzędzie potęg międzynarodowych, tak w zakresie sportu lotniczego, jak i innych dziedzinach - np. pierwsze miejsca, pomiędzy innymi, były zdobyte przez Kusocińskiego, Wasilewiczówną itp.
Takie to były zewnętrzne bodźce w tamtych, odległych, lecz bardzo bliskich, drogich, kochanych i niezapomnianych nam latach. Bodźce, które przyczyniły się do uświadomienia nam, że jesteśmy Narodem, który kroczy ku świetności historycznej. Wypływało z tego poczucie zdrowej dumy z przynależności do Polski, co niezmiennie trwa do dnia dzisiejszego w naszym, tak starganym, lecz niepokonanym pokoleniu!
Nie mniejsze dopełnienie tych zewnętrznych wpływów mieliśmy w wewnętrznym wychowaniu na łonie rodzinnym. To wychowanie, oparte o wspomnienia i opowiadania naszych rodziców z ich walk o niepodległość, tak orężnych jak i konspiracyjnych, oraz o wspomnienia bohaterskich przodków, było na przestrzeni wieków równolegle z wychowaniem otrzymanym w szkołach, spełniając to zadanie w prawidłowym rozwoju naszego pokolenia. Nie mniejszy wpływ miał na nas przedmiot religii, przedstawiając Polaków jako Naród prawy, będący "Przedmurzem Chrześcijaństwa", i Polskę zawsze wierną Bogu ("Polonia Semper Fidelis"), co w dobitny sposób potwierdziła kanonizacja Św. Andrzeja Boboli. To wychowanie naszego pokolenia dało w rezultacie pochlebne spełnienie obowiązku narodowego przez Polaków, którzy zdali celująco i bezprzykładnie swój egzamin w czasie II Wojny Światowej, na miarę przeszłych pokoleń, a może nawet i więcej...
Wychowanie podstawowe skończyłem w pamiętnym czerwcu 1939 r., otrzymując jako pamiątkę, niezapomnianą książkę ze specjalną dedykacją, pełną fotografii, dokumentów, map i historii naszej Stolicy pod tytułem: "WARSZAWA WCZORAJ, DZIŚ I JUTRO". Tragicznie "jutro" Warszawy było zupełnie inne aniżeli przedstawione w planach rozwoju tego kochanego miasta.
Naszą wychowawczynią była Pani Maria Borysewiczowa, opiekująca się nami "szkrabami powszechniaka" przez całe sześć lat, wykładając również szereg przedmiotów "NASZEJ KLASIE". Bo była to naprawdę tak przez nas nazywana doskonale zgrana "NASZA KLASA", z której tylko kilku z nas, ocalałych Cudem Boskim, do dnia dzisiejszego łączą przyjacielskie więzi i korespondencja, pomimo ogromnych odległości i różnych kontynentów. Pani Maria była osobą wyjątkową, o nieprzebranych zaletach, tak jak cały, bez żadnego wyjątku, zespół nauczycielski wraz z Kołem Rodziców.
Któregoś dnia obiegła całą Szkołę Rodziny Wojskowej elektryzująca nas wiadomość, że I Pułk Szwoleżerów potrzebuje karabinu maszynowego do obrony Polski! Zawrzało we wszystkich klasach. Pytań było bez końca: jaki to jest karabin, kto go produkuje, ile kosztuje, kiedy i jak będzie można go zakupić itp.? Komentarzy pomiędzy nami było bez liku. Każdy z nas zaglądnął do książeczki oszczędnościowej KKO i dochodził jak można by rozbić metalowe skarbonki, do których kluczyk miał tylko bank KKO. Wnioski, rady i spostrzeżenia na ten temat były szeroko omawiane pomiędzy największymi naszymi "specjalistami". Po niedługim czasie okazało się, że MY, DZIECI (!) Szkoły Rodziny Wojskowej, jesteśmy w stanie, z naszych osobistych oszczędności zakupić tę potrzebną Szwoleżerom broń, na której będzie wyryty napis: "DAR SZKOŁY RODZINY WOJSKOWEJ", z naszym godłem, którym była tarcza wojskowego Orła Białego oraz dumnymi literami, ręcznym pismem wyryte: S. R. W.!
W końcu KKO, po otrzymaniu pozwolenia od rodziców, którzy zawiązali specjalny komitet zakupu, otworzył nam metalowe skarbonki, a zawarte w nich pieniądze przekazaliśmy osobiście na fundusz zakupienia karabinu maszynowego!
Wkrótce została ustalona data ceremonii wręczenia na 11 listopada 1938 roku. Z wielką emocją oczekiwaliśmy tego dnia, kiedy to mieliśmy pójść do ujeżdżalni I Pułku Szwoleżerów. Czasu na przerwach było za mało na komentarze związane z tym karabinem, ceremonią, kto na niej będzie i jak to się odbędzie. Nie mniej czasu zajmowały domysły o przyszłość "NASZEGO" karabinu maszynowego: Kto go będzie miał? Co się z nim stanie? Czy Szwoleżerowie będą, co będzie dla nas wielką dumą, od czasu do czasu o nas wspominać? Były więc spotkania po naszych domach, aby omówić tak ważne sprawy! A może, po przeszło 60 latach, jeszcze gdzieś ten karabin egzystuje?
Wreszcie nadszedł tak oczekiwany dzień poświęcenia i przekazania naszego daru. Szliśmy parami, klasa po klasie, a w jednej z nich była też rozemocjonowana moja siostra, Marytka, poprzedzana Sztandarem S.R.W., niesionym przez poczet "NASZEJ KLASY", wszak byliśmy już OSTATNIM rocznikiem. Do pocztu zostali wybrani moi koledzy: na chorążego Włodek Drecki, a po bokach Małgosia Kalicińska, obecnie kronikarka "NASZEJ KLASY" i Zbyszek Biedrzycki. Nasze serca rozpierała zrozumiała duma, gdy maszerowaliśmy z naszym Sztandarem ze szkoły mieszczącej się na Al. Szucha, róg Nowowiejskiej, obok i w gmachu Ministerstwa Spraw Wojskowych, Parku Agrikola, aż do ujeżdżalni I Pułku Szwoleżerów. Wchodząc do ujeżdżalni zastaliśmy już duży stół, pokryty biało-czerwonym suknem, na którym był umieszczony "NASZ" karabin maszynowy. Naprawdę wielkie wzruszenie ogarnęło nas wszystkich, gdy ujrzeliśmy dodatkowo naokoło Szwadron Szwoleżerów w pełnym rynsztunku. Orkiestra wojskowa też była obecna, więc wszystko było jak trzeba. Po chwili pojawiła się wysoka szarża oficerska z jakimś Generałem na czele i Kapelanem Wojskowym. Po krótkich modlitwach i poświęceniu naszego daru nastąpiły przemówienia proste, żołnierskie, lecz głęboko zapadające w nasze dziecięce serca, podnosząc nastrój, podniecając nasze umysły jak i prawdziwy, szczery oraz jeszcze mocniejszy patriotyzm, bez żadnego patosu, co zostało potwierdzone w niedługim, wojennym czasie... Cała ceremonia była bardzo uroczysta, wzruszająca, pozostawiająca niezatarty i pozytywny ślad na całe życie. Byliśmy przekonani, że nigdy Polska nie będzie rozebrana lub cierpiąca pod obcym jarzmem, a jeśli zostałaby napadnięta, to potrafi obronić się sama przed jakimś barbarzyńskim najazdem...
W niecałe dziesięć miesięcy nastał zbrodniczy najazd i agresja z dwóch stron - aliantów z Berlina i Moskwy. Klęska wrześniowa była dla nas wielkim wstrząsem, oraz ciosem, lecz duchowo i ideologicznie nas nie złamała. Mieliśmy doskonale wychowanie i przykłady przeszłych pokoleń. Byliśmy przygotowani do dalszej walki! Ciągle brzmiało w naszych sercach powiedzenie "Dziadka", Marszałka Piłsudskiego: "BYĆ ZWYCIĘŻONYM I NIE ULEC - JEST ZWYCIĘSTWEM, ZWYCIĘŻYĆ I SPOCZĄĆ NA LAURACH - JEST KLĘSKĄ"! Tak mówił Marszałek Piłsudski, którego znaliśmy osobiście, z naszych częstych wycieczek do parku Belwederu. To powiedzenie pozostało w naszych sercach i umysłach do końca życia, schodzącego już dzisiaj z teatru historii, naszego pokolenia.
Dwudziestolecie niepodległej Polski, wychowało pokolenie, które stawiło czoło obu krwawym agresjom i okupacjom, tak z zachodu, jak i ze wschodu, walczyło i brało udział na wszystkich frontach pola walki. Armia Krajowa, Powstanie Warszawskie, dzieci na barykadach, I i II Korpus na Zachodzie, Lotnictwo, Marynarka i Rząd Polski na wychodźctwie, powojenne osiągnięcia Kombatantów na wszystkich kontynentach tego świata, wiara Kościoła i w końcu SOLIDARNOŚĆ dają dobitne dowody i świadectwo prawdzie: Jacy byli, są i jacy powinni być Polacy! To nasze pokolenie wydało największego w historii Polaka, jakim był i jest nasz umiłowany Ojciec Święty Jan Paweł II!.
Żartobliwie nazywaliśmy naszą Szkołę Rodziny Wojskowej "Szkołą Rogatych Wołów", tyle, że szkoła ta wychowała nie "wołów", lecz niepokonanych "żubrów". Wiele, bardzo wiele Kolegów i Koleżanek bohatersko oddało swoje życie na Polu Chwały, jak na przykład bracia Jurek i Janek Kondratowiczowie, Basia Nawrocka i dziesiątki innych. Nieznane są losy wielu innych jak np. Jurka Goszczyńskiego i Andrzeja Słońskiego.
Ci, którzy mieli szczęście przeżyć jak Krzyś Głuchowski zamieszkały w Rio de Janeiro, Jurek Zaleski w Londynie, Romek Ratomski w Poznaniu, Malgosia Kalicińska nasza kronikarka, Krysia Dręcka, Hala Żywicka, Mila Koiszewska i Janek Wiśniewski mieszkają w Warszawie, a Marysia Radzicka w Gdyni, natomiast ja, też daleko, bo aż w Meksyku, oraz niezapomniany już nieżyjący Janek Falewicz. W Naszej Klasie było nas 42 dzieci, a po wojnie zaledwie mogliśmy doliczyć się tylko około tuzina. Wszystkie One i Oni, z pełnym zaparciem się siebie i całkowitym oddaniem zapełniali szeregi konspiracji, AK, NSZ, oraz II Korpusu, działając nieskazitelnie i bez granic na rzecz Polski!
Widząc obecną sytuację Polski, stawiamy sobie pytanie: Czy obecne, po PRL- owskie pokolenie, byłoby w stanie zakupić ze swoich dziecięcych oszczędności karabin maszynowy, a później stanąć bezkompromisowo w obronie Ojczyzny? Oby Dobry Bóg nie postawił tak obecnego, jak i przyszłych pokoleń Polaków do podobnego egzaminu, jaki był dany nam, którzy odchodzimy już na "wieczną wartę"!.. Tacy byliśmy i nadal jesteśmy - jak dzieci, dający "DZIECINNY KARABIN MASZYNOWY"!
NOTY:
1.- Nasza Kronikarka Pani Malgorzata Kalicińska-Burakowska. (Córka Dr. Kalicińskiego, który balsamował ciało Marszałka Piłsudskiego, został zamordowany w Katyniu) jest w posiadaniu fotografii pocztu Sztandarowego z opisanej ceremonii przekazania, opisanego powyżej "Dziecinnego Karabinu Maszynowego".
2.- Jeśli jakaś redakcja byłaby zainteresowana fotografią z tej uroczystości lub innymi, to proszę skomunikować się z Panią Małgorzatą Kalicińską-Buraczewską, pod następującym adresem: ul. Klaudyny 38, m. 174; 01 684 Warszawa. Pani Małgorzata Kalicińska-Buraczewska posiada dużo bardzo ciekawych dokumentów historycznych tak ze SRW., jak i innych z tamtych dalekich, lecz jakże bliskich czasów, tak ważnych w historii Polski i dla kształtowania nowych pokoleń, szczególnie z zakresu SZKOLNICTWA. EDUKACJI i DOBORU CIAŁA NAUCZYCIELSKIEGO, któremu Polska zawdzięcza swoją Niepodleglość !
Inż. Jerzy Skoryna
11 listopada 1938,ostatnie Święto Niepodległości, "NASZA KLASA"-nasz VI i ostatni rok w S.R.W. , Poczet Sztandarowy i cała S.R.W. w marszu do Szkoły Podchorążych Szwoleżerów na uroczyste przekazanie karabinu maszynowego ze składek uczniowskich
|