MY I ŚWIAT
Losy podobne.Jednakowo wyrwani ze snu, pod grożbą śmierci,wyrzuceni z rodzinnej ziemi.Strefa buforowa pomiędzy Związkiem Radzieckim a Europą. Ratunek dla przesiedlonych ludzi w ramach akcji "Wisła" i ludzi z kresów wschodnich.Zagranica dla tych co mieli możliwość uciec.Tułaczka,nowe miejsce,nowe życie.
Chęć poprawy bytu materialnego swojego i swojej rodziny.Odwaga w realizacji decyzji.
Poznanie świata,przeżycie przygody.Miłość.
Mieliśmy już w historii naszej JKM Króla Madagaskaru Maurycego hr. Beniowskiego.
Mieczysław Żuk
AUSTRALIA I NOWA ZELANDIA
Temat jest trudny, bo nie jednoznaczny. Historia Polski i Europy komplikowala sie pare razy. Na tym tle perturbacje dotyczyly tez "emigracji" a moze migracji.
Ja i moja rodzina to typowi emigranci drugiej polowy XX w. z obszaru Europy wschodniej. Byla jednak kiedys emigracja, a moze migracja "za chlebem" z roznych terenow Polski. Znaczna czesc Polonusow w USA to "nasze podkarpacie", ale ciekawsze jest zapoznanie sie z emigracja z terenow polnocnych i zachodnich jeszcze z czasow zaborow. Wielka liczba naszych rodakow emigrowala wlasnie na antypody ale tu zostali odnotowani jako obywatele innych (zaborczych) krajow. Te materialy posiada Polskie Towarzystwo Genealogiczne w Nowej Zelandii.
Ale powrocmy do czasow bardziej wspolczesnych. Naleze do rodziny "emigrantow". Moj pradziadek wyjechal z Baden-Baden i osiedlil sie w W-wie. Czesc mojej rodziny ze strony matki i ojca wyemigrowala kiedys do Charbinu, tam sie wielu jej czlonkow urodzilo, uczyli sie wszkolach chinskich, studiowali w Sajgonie, niektorzy wrocili do Polski inni, w tym wlasnie moja rodzina, znow wybralismy sie w swiat.
Syn okresowo zamieszkuje w Polsce, za kilka lat znow bedzie Australii. Corka konczy studia w Australii, za pare miesiecy jedzie na maly urlop do Polski. Gdzie beda mieszkac? - W Australii, Polsce czy gdziekolwiek indziej?
Sa dwie zasadnicze grupy emigrantow. Pierwsza, to ta, co zapomina jezyka ojczystego wczesniej niz nauczy sie jezyka miejsca zamieszkania,
Druga, to ta, ktora potrafi czerpac wszystko co daje, najogolniej, druga narodowosc.
Pozdrowienia
Witold Frenkiel,Brisbane
A czytać i słuchać ich można długo... (M.Ż)
A teraz moze podam ciekawostke:
Prezydent Miasta Warszawy z 1939 r. Stefan Starzynski mial bratanka, Krzysztofa Starzynskiego. Tragiczne losy Stefane sa powszechnie znane. Sadze ze niewiele osob zna losy jego bratanka? - Po wojnie znalazl sie w Anglii, tam pracowal dla wywiadu Brytyjskiego, ze szkoda dla ZSRR. Rozpracowany, uciekl, oczywiscie przy pomocy swych mocodawcow, do Australii, wraz z zona. W Australii KGB, lub inna jednostka wywiadu ZSRR zamordowaly przez pomylke jego zone zamiast jego. Zostal ukryty glebiej, wywieziony na Fiji, gdzie spedzil pod falszywym nazwiskiem wiele lat, tam zawarl drugi zwiazek malzenski. Wybranka jego serca zostala ksiezniczka z rodu krolewskiego Fiji. Ta droga jego dwoje dzieci, a teraz juz wnuki to jedyni nastepcy tronu krolewskiego Fiji. Dzieci i wnuki sa oczywiscie koloru odpowiedniego dla nacji zamieszkujacej te wyspe, bardzo slabo znaja jezyk polski, ale szczyca sie pochodzeniem europejskim. Mieszkaja obecnie w Auckland w Nowej Zelandii. I taka to metoda rod krolewski Fiji nosi nazwisko Starzynski.
Witold Frenkiel,Brisbane
AMERYKA PÓŁNOCNA

Kim Sheridan-"Chmury podczas zachodu słońca w Arizonie"
EUROPA
Próżne rozważania spod cypryjskiej palmy
Próżne to będą rozważania, bo nie opisują Polonii cypryjskiej "z zewnątrz". Ich
autorka, ja, mieszka w Nikozji i w miarę możliwości angażuje się w działalność
polonijną tutejszej społeczności. Nie roszczę sobie prawa do obiektywizmu - nie
przeprowadzałam wywiadów ani nie robiłam rozeznania w celu zebrania materiału do
tego artykułu. Jest on moją interpretacją tego, co widzę i co słyszę.
Polonia na Cyprze nie ma korzeni. Nie może powoływać się na szlachetną tradycję czy
zasłużonych przodków; pierwsze wnuczęta dopiero się rodzą. Tak więc, jest to
Polonia "młoda", składająca się z osób które-z małymi wyjątkami-przybywały na
wyspę w przeciągu ostatnich 40 lat.
Nie znaczy to jednak, że jesteśmy pionierami. Pierwsze ślady Polaków na Cyprze
pozostawili po sobie rycerze-krzyżowcy i pielgrzymi, którzy szlakiem lądowo-morskim
już od czasów średniowiecza przez Cypr podążali do Ziemi Świętej. Upadek
Rzeczpospolitej w XVIII w. uniemożliwił podróże; odżyły one dopiero w drugiej
połowie XIX w. i, oprócz pielgrzymkowego, miały już one głównie charakter
badawczo-naukowy. Następni Polacy, którzy znaleźli się na wyspie Afrodyty to ci,
których przywiodła tu tułaczka wojenna. Uchodźcy zorganizowali wtedy szpital dla
ofiar wojny oraz szkołę powszechną i gimnazjum. Wydawali też swoje gazetki oraz
organizowali wystawy. Od 1967 r., z przerwami, polska grupa archeologiczna
niezmordowanie prowadzi badania naukowe w Pafos.
Równolegle, od lat 60-tych, zaczęliśmy pojawiać się my. Z początkowo nieśmiałych i
pojedynczych osiedleń dzisiaj zrobiła się 350-osobowa mniejszość narodowa. Pomimo,
że mamy tak zacnych poprzedników, wszyscy oni byli na wyspie tylko "w gościach", a
my jesteśmy "u siebie" i powoli, ale zdecydowanie rośniemy w siłę. Od 1 maja 2004 r.
statystycznie wspomagają nas setki Polaków przybywających na wyspę w celach
poszukiwania i podejmowania pracy. Historia przetoczyła więc jeden cykl:
przybywający dzisiaj na wyspę znowu będą przejazdem (oczywiście z wyjątkami), a
trzonem polskości pozostaniemy tu my.
Ogromna większość Polonii "stałej" to kobiety, co od razu wskazuje na rodzaj naszej
emigracji: jest to emigracja serc skradzionych przez Cypryjczyków przebywających w
Polsce na studiach albo poznanych w innych zakątkach świata. Miłość nie
przesłaniała nam jednak realiów. Większość z nas zdawała sobie sprawę, że
wybieramy się na wyspę o tragicznej-i przez to może bliskiej Polakowi-historii
najazdów i wojen. W przypadku Cypru była to jednak historia, która wciąż jeszcze nie
przeszła do historii-historia podziału wyspy na część grecką i turecką. Bardzo
skomplikowany "problem cypryjski", który dla niejednego historyka mógłby być
wyzwaniem, dla nas był i jest źródłem poczucia niepewności i potencjalnego
zagrożenia.
Jeszcze większą niewiadomą były różnice kulturowe, których należało się spodziewać.
Jakby nie było, w "naszych czasach" o Cyprze nikt nic nie wiedział, a jego położenie
geograficzne-bliżej Bliskiego Wschodu niż Europy-nie wskazywało na łatwą
asymilację. Przygotowanie się na arabskie wpływy nie było bezpodstawne. A różnice,
choć może trywialne, przybywający na wyspę Afrodyty Polak wychwyci od razu: nie
przejdzie obok dwóch rozmawiających Cypryjczyków bez przekonania, że sprzeczają
się oni właśnie o sprawę niepospolitej wagi, bo na to wskazywałaby ich intonacja
głosu i temperament mowy połączone z przesadną gestykulacją. Jeśli zaproszony
zostanie na spacer, to zdziwi się, że miejscem docelowym jest taverna, a nie łono
natury. Cypryjczycy lubią grać w karty lub tavli. Nie trzeba się dziwić, że
przejeżdżający listonosz bez wstydu śpiewa na cały głos-jest to namacalny przykład
cypryjskiej spontaniczności. Mówi się, że Cypryjczycy jedzą jakby mieli umrzeć jutro,
a budują, jakby mieli żyć wiecznie. W ich ogromnych domach miejsce honorowe
zajmuje wiecznie włączony telewizor. Mają zrelaksowane podejście do obowiązków i
nie troszczą się o szczegóły (tutaj te estetyczne szczególnie rzucają się w oczy).
Panowie – choć mają nieco władczy stosunek do kobiet-są kochliwi i bezpardonowi:
potrafią szczodrze obdarzać miłością nawet więcej niż jedną kobietę i nie przepuszczą
okazji, by dać wyraz uznania dla ich piękna. Panie są prawdziwymi strategami-
doskonale wiedzą jak osiągnąć swoje cele. Odnosi się wrażenie, że definicja
partnerstwa małżeńskiego różni się tu nieco od polskiej. Tak więc, każda z nas
przyjeżdżała na wyspę z duszą na ramieniu i na początku tylko "na próbę".
Na Cyprze łatwo szybko poczuć się u siebie. Dzieje się to chyba za sprawą małego
rozmiaru wyspy i jej małomiasteczkowego charakteru. W ciągu doby można objechać
Cypr dookoła (tzn. jego południową, grecką część) by już następnego dnia chwalić się
znajomością geografii. Codzienny widok tych samych twarzy daje poczucie
przynależności do dużej rodziny, choć po jakimś czasie brak anonimowości może
okazać się frustrujący. Nie można nie zauważyć cypryjskiej serdeczności i gotowości
do pomocy, gdzie tylko nadarzy się okazja: na Cyprze nikomu nie straszna awaria
samochodu w środku nikąd, pragnienie czy głód. Gwarantowana pogoda kompensuje
małe niedogodności dnia powszedniego. Dzisiaj nie wyobrażamy sobie życia z
koniecznością wyglądania przez okno przed każdym wyjściem z domu, zabezpieczanie
się w towarzystwo parasola, ciągłe przebieranie, nie mówiąc o ubieraniu się "na
cebulkę". A przede wszystkim, wydaje się, że naszym partnerom bardzo zależało na
tym by pozostać "u siebie" i robili wszystko by życie na wyspie swoim wybrankom
umilić. A mężów mamy wyjątkowych, bo tylko tacy mogą zgodzić się na dożywotnie
towarzyszenie niepokornej, w porównaniu do tutejszych pań, małżonce-Polce.
Początki były trudne, jak zawsze i wszędzie. A często, im większe trudności, tym
większa siła woli by z nimi walczyć. Podczas gdy w większych skupiskach polonijnych
można przeżyć bez znajomości języka danego kraju, znaleźć pracę (przynajmniej tę
pierwszą) u Polaka, a nostalgii za swojską kiełbasą zaradzić krótką wycieczką do
polskiego sklepu za rogiem, na Cyprze byliśmy zdani na siebie. Rzadko kto wiedział o
innej polskiej duszy, na ramieniu której mógł się wypłakać; nie było z kim podzielić
się doświadczeniami czy zamienić słowo w "ludzkim" języku. Adaptacja nie była więc
naturalnym i powolnym procesem, a świadomym wysiłkiem. W niektórych przypadkach
było to branie byka za rogi. Dla niektórych napotkane problemy były zbyt
skomplikowane, by w ogóle próbować - ci opuścili wyspę. Reszta konsekwentnie parła
do przodu.
Pierwszą barierą do pokonania był oczywiście język. Cypryjczycy uważają, że język
grecki jest jednym z najtrudniejszych na świecie i na poparcie tej tezy przywołują,
siejące popłoch wśród obywateli krajów Europy Zachodniej a nam niestraszne,
deklinacje i koniugacje oraz setki wyjątków. W szybkim uczeniu się nowego języka
niewątpliwie przydała się nam znajomość cyrylicy.
Do kuchni przyzwyczajaliśmy się tak my, jak i nasi partnerzy. Nie trudno polubić
cypryjskie mięsa na rożnie, doceniamy doskonałe dania jarskie i sałatki, które
proponuje kuchnia cypryjska. Za to oferujemy tubylcom polskie zupy, których ilość i
wymyślność chyba nigdy nie przestanie ich szokować. Do spożywania głównego
posiłku wieczorami nie trzeba nas było namawiać-letnia pogoda nie bawi się w
przekonywanie, po prostu w południe-tradycyjny czas spożywania obiadu w Polsce-
zwala z nóg. Bez problemu też, po latach zmagań z przyzwyczajeniem, zamieniliśmy
carpe diem na siga-siga (wolniej-wolniej).
Ale nie poddaliśmy się jeżeli chodzi o nasze tradycje. Nie ma chyba polskiego (lub
półpolskiego) domu na Cyprze, który nie obchodziłby świąt Cypryjczykom obcych, a
nam tak drogich. Należą do nich: Wigilia Bożego Narodzenia, święcenie pokarmów w
Wielką Sobotę, śmigus-dyngus w Poniedziałek Wielkanocny. Tak się składa, że święta
te nie kolidują ze świętami cypryjskimi, tak więc mamy możliwość obchodzić je w
towarzystwie zazwyczaj zachwyconych naszym obyczajem Cypryjczyków. W przeciągu
lat okazało się jednak, że nasze potrzeby przewyższają to, co oferuje kraj, w którym
przyszło nam żyć. Przyszedł czas na więcej.
Działalność Polonii na Cyprze jest doskonałym świadectwem na to, że popularne
powiedzenie "Potrzeba jest matką wynalazków" sprawdza się w życiu. Potrzeby, a nie
świadome zaangażowanie czy wrodzony pociąg do pracy społecznej, były powodem
spotkań, które z czasem przerodziły się w struktury organizacji. Zaczęło się od
potrzeb ducha, a na czym się skończy? Trudno przewidzieć.
Mamy szczęście, jakiego niejedno małe skupisko polonijne (i nie tylko) może nam
pozazdrościć. Mianowicie, na wyspie przebywają dwaj kapłani-Polacy.
Zorganizowanie mszy świętych w języku polskim, choćby tylko raz w miesiącu, nie
było więc problemem. W Nikozji odprawiane są one już ponad 10 lat, a od kilku lat
również w Limassolu i Larnace. Herbatce w zakrystii nie raz towarzyszyły śpiewy
(ludowe lub patriotyczne, w zależności od okazji, a w czasie świąt koniecznie kolędy),
z czasem wprowadziliśmy dzielenie się opłatkiem, prezenty mikołajkowe, wymienianie
się gazetami i książkami. Nasze rozmowy tematycznie nie odbiegały pewnie od tych,
które prowadzą Polacy w Japonii, Kenii czy USA. A więc była wymiana doświadczeń z
życia codziennego, odkrywanie różnic w tradycjach polskich w zależności od rejonu
Polski, z którego dane osoby pochodziły, wspomnienia lat szkolnych, wymiana
informacji typu co-gdzie-kiedy dotyczących tak osób prywatnych jak i całego
środowiska polonijnego. Nieobecność na jednej mszy polskiej stała się równoznaczna
z wyłączeniem się z życia polonijnego na dwa miesiące. Sposobem na wyeliminowanie
poczucia alienacji była gazetka. Tak powstał miesięcznik "Spod znaku Afrodyty".
Miesięcznik ma charakter społeczno-kulturalny i ma na celu podtrzymywać i
przypominać to, co nas połączyło. Można w nim znaleźć przedruki z prasy krajowej,
informacje o wydarzeniach kulturalnych i polityczno-gospodarczych w Polsce,
informacje z życia Polonii cypryjskiej, fragmenty literatury polskiej, życiorysy
wielkich Polaków i ich osiągnięcia, artykuły historyczne, opisy obyczaju i typowych
tradycji polskich, kącik języka polskiego, savoir vivre, porady domowe oraz
propozycje kulinarne-a więc wszystko to, czego wysłuchiwały ściany kościelnej
zakrystii. Wychodzi już ponad 6 lat i jego kolportaż z roku na rok rośnie.
Zaskoczeniem dla redakcji było, że zainteresowała się nim zagranica i wiele osób z
Polski, do których jest on regularnie wysyłany. Miesięcznik opisuje jednak tylko a nie
uczestniczy w tym, co się dzieje, dlatego też nie wypełnił luki w życiu
kulturalno-obyczajowym Polonii. Powstała więc nowa komórka organizacyjna, z
nowymi celami i zadaniami: "Malwa".
Rozpęd, z jakim Stowarzyszenie Kulturalne Polaków na Cyprze "Malwa" rozpoczęło
swoją działalność-ponad 30 imprez w ciągu 3 lat istnienia-wskazuje jak ogromne
było zapotrzebowanie na polskie wydarzenia kulturalne i obyczajowe. Największym
chyba egzaminem jego możliwości było spotkanie z ponad 80-osobową orkiestrą
Sinfonia Varsovia oraz jej gośćmi-wydarzenie do dziś wspominane w środowiskach
polskim i cypryjskim. Wydaje się, że od tej pory Stowarzyszeniu nic nie jest straszne.
Podejmuje się organizacji koncertów, wystaw, wieczorów z kulturą, ale nie gardzi
również imprezami o bardziej nieoficjalnym charakterze i mniejszego formatu jak
majówki, czy ratowanie kasztanowców w Polsce i to wszystko bez stałych czy
gwarantowanych środków materialnych. Głównym celem Stowarzyszenia jest
promocja kultury polskiej wśród Cypryjczyków i innych nacji mieszkających na
Cyprze; często jednak zaprasza ono artystów niepolskich do udziału w imprezach,
podkreślając tym swoje otwarcie na inne kultury.
W tym miejscu należy wspomnieć o ponad 20-letniej działalności Towarzystwa
Przyjaźni Cypryjsko-Polskiej. Chociaż nie jest ono organizacją typowo polonijną, bo
powstało z inicjatywy Cypryjczyków-absolwentów uniwersytetów polskich, jego wkład
w promowanie Polski jest bardzo duży. Przez lata było ono jedyną organizacją
zrzeszającą m.in. Polaków i jedynym źródłem bezpośredniej informacji o Polsce.
Towarzystwo ma w programie organizowanie spotkań absolwentów, pikników,
mikołajek dla dzieci, balów oraz koncertów muzycznych. Imprezy te zawsze cieszyły
się ogromną popularnością; niektórzy żyli wręcz "od balu do balu".
Ci, którzy swoje na koncertach już odsiedzieli, mogą zapisać się do amatorskiego
klubu piłki nożnej "F.C. Chopin", który działa od 1997 r. w Limassolu. Drużyna
Polaków dwa razy w tygodniu rozgrywa mecze i turnieje z cypryjskimi amatorskimi
drużynami piłkarskimi i dzielnie kibicuje przyjeżdżającym na Cypr drużynom. Jeśli
ktoś zobaczy flagę polską na stadionie, może być pewien, że pochodzi ona z
"Chopina". Jak członkowie klubu dzielą czas pomiędzy bieganie po boisku i
odwiedzanie sal koncertowych-nie wiem, ale nazwa klubu wyraźnie wskazuje na to,
że zadecydowali iż polskie mazurki-nawet jeśli tylko odsłuchiwane-pomagają w
utrzymaniu kondycji.
Od 1999 r. działa szkoła polska. Dla dzieci są to zajęcia pozaszkolne, ale te dzieci,
które biorą w nich udział, robią to chętnie. Być może w przyszłości, gdy urośniemy w
siłę tysięcy, szkoła ta będzie zalążkiem instytucji edukacyjnej z prawdziwego
zdarzenia. Na naszych spotkaniach powoli zaczyna brakować miejsca na dziecięce
wózki, z których wystają jasnowłose główki naszych potomków. Polonio, szykuje się
następny projekt – zaczynajcie poszukiwania lokum na polskie przedszkole.
Rosnące zainteresowanie Cyprem i Polonią cypryjską, najpierw wśród studentów
poszukujących informacji do prac magisterskich, a potem wśród innych Polonii oraz
osób prywatnych, ujawniło głęboką przepaść, jaka dzieliła nas od reszty świata
polonijnego. Przyszedł czas na podciągnięcie strony technicznej Polonii do
akceptowalnego poziomu. Chodziło o to, żeby mówić o sobie rzeczy, które interesują
innych, a więc odpowiedzieć na zapotrzebowanie o Polonii na Cyprze. Pomysły
zmieniały się z dnia na dzień, bo prawie codziennie przychodziły nowe pytania i
prośby, by wreszcie, po dwóch latach myślenia i pod niesłabnącą presją Zbyszka
Kosteckiego z www.polonia.org, nadać kształt stronie internetowej. Od czasu
powstania urosła ona w kilobajty, znowu jako rezultat na zapotrzebowanie: w
związku z jednoczesnym wejściem Polski i Cypru do UE zalała nas fala pytań o
możliwości pracy, mieszkania i tysiąca innych spraw związanych z życiem codziennym
na Cyprze. Dzisiaj wszystko, co jest nam wiadome w tych kwestiach, znajduje się na
tejże stronie.
Posiadanie strony internetowej wpłynęło na nadanie naszym relacjom innego wymiaru:
chociaż komunikujemy się częściej, więcej wiemy "z pierwszej ręki" i do większej
liczby osób docieramy, nasze kontakty stały się mniej osobiste. Coraz łatwiej się
porozumieć i doinformować, ale coraz trudniej spotkać prywatnie. Polonia na Cyprze
nie ma "Domu Polonii", w zasadzie nie ma adresu (każda organizacja ma swój
własny), a nawet telefonu. Każda osoba zaangażowana pracuje zawodowo i nie ma
ani czasu ani możliwości na kontakty osobiste w ciągu dnia. Tak więc, praca w
organizacjach polonijnych jest pracą "po nocach", ma charakter wyjątkowo
społeczny, a często charytatywny (organizacje nie są dofinansowane. Imprezy
wymagające dużych nakładów finansowych wiążą się z poszukiwaniem sponsorów). Z
zasady nie oglądamy się na innych; każdy robi co umie, co chce i ile może.
To, co się dzieje w naszym środowisku jest wynikiem pracy grupowej, dlatego też do
tej pory celowo nie przytaczałam żadnych nazwisk. Zainteresowanych wkładem
poszczególnych osób odsyłam do strony internetowej. Niemniej jednak, ci, którzy
cokolwiek w życiu robili, wiedzą, że za biernymi wyrażeniami "powstało",
"zorganizowano", "zaproszono" kryje się aktywność osób. Z grubsza, wszystkie
inicjatywy mają swojego pomysłodawcę, wykonawcę i… sprzątaczkę.
Nie ujmując zasług nikomu, kto w jakimkolwiek stopniu pomaga w tym co robimy, w
tym miejscu, świadomie i bez strachu o posądzenie mnie o stronniczość, łamię
powyższą zasadę anonimowości i przytaczam nazwiska dwóch osób. Nie ma o nich
wzmianki w encyklopediach Polonii, nie opisuje się ich działalności w gazetach
(chociaż się je cytuje), nie są one wyszczególnione pod tytułem zasłużonych nawet na
naszej stronie internetowej. A są to osoby, dzięki którym Polonia jako wspólnota
istnieje i działa. Każdy z nas widział te osoby, nawet jeśli nie zna ich nazwisk: noszą
one sztalugi i rozwieszają plakaty; zapowiadają występy artystów i wręczają kwiaty;
pierwsze wykonują telefon do rodziny polskiej, którą spotkało nieszczęście; po
imprezie zostają do północy by sprzątać salę. Są one obecne zawsze i wszędzie. Są to
również jedyne osoby, które zawsze znajdują czas, by mówić innym o Polsce i Polonii.
Słowo "my" używane podczas takich rozmów odbiera im należny, imienny kredyt.
Pierwszą osobą jest Urszula Tekeli-Savvopoulou. To ją zawsze wypychamy do przodu
by o nas mówiła. I mówi: do Polaków o Cyprze i jego tradycjach, a do Cypryjczyków o
Polsce i Polonii. Wydaje się, że nie ma wśród nas bardziej predysponowanej osoby, by
nas reprezentować i za to jesteśmy jej wdzięczni. Ale znaczy to, że nikt publicznie nie
mówi o niej. To jest moja prywatna próba.
Urszula jest niewyczerpaną skrzynią pomysłów (od inicjatywy na rzecz kasztanowców
po niezrealizowany jeszcze ogromny projekt odtworzenia na Cyprze krakowskiej
"Uczty u Wierzynka"). Nawet jeśli pomysł podsunie ktoś inny, to ona będzie jego
wykonawcą. Ona będzie umawiać artystów, załatwiać sale, myśleć o
podziękowaniach. Dba o każdy szczegół. To ona zainicjowała msze w języku polskim,
ona pamięta o każdej rocznicy, ona zwozi najwięcej darów na cele charytatywne i
nigdy nie odmówi udziału w wyborach czy jakichkolwiek akcjach organizowanych
przez ambasadę. Ona organizuje podróże po Cyprze w celu spotkania się i podzielenia
opłatkiem z seniorami polonijnymi, którzy na imprezy do Nikozji przyjeżdżać już nie
są w stanie. Jakiejkolwiek organizacji się dotknie, przeżywa ona okres świetności.
Jest prezesem "Malwy" i motorem każdej imprezy, którą to stowarzyszenie organizuje,
jest współredaktorem miesięcznika "Spod znaku Afrodyty" oraz członkiem
Towarzystwa Przyjaźni Cypryjsko-Polskiej. Ktoś mógłby pomyśleć, że jej
wszechstronne zaangażowanie wynika z chęci pokazania się lub szukania poklasku.
Zapewniam wszystkich, że Urszula robi to, przed czym bronią się inni. Po prostu,
najczęściej, z powodu braku chętnych, podejmuje się każdego zadania, tak, by
zakończyło się ono sukcesem. Jej bezinteresowność przejawia się najlepiej chyba
wtedy, gdy organizatorami imprez są inni, a ona mimo wszystko zadzwoni i zaoferuje
pomoc. Byle Polska była zaprezentowana godnie, a Polacy pokazali się od najlepszej
strony. Wszyscy wiedzą, że robi dla Polski i Polonii ogromnie dużo. Mam dowody na
to, że robi dużo więcej niż ktokolwiek kiedykolwiek się dowie.
Druga osoba składa się z dwóch nierozłącznych połówek: Zbyszka Irzeńskiego i jego
cypryjskiej małżonki Sophie. Nie da się mówić o nich z osobna, bo "Ubi tu, Zbyszek,
ibi ego Sophie". Zbyszka w środowisku muzycznym znają wszyscy pod pseudonimem
artystycznym Zygi. Jest doskonałym saksofonistą jazzowym (i nie tylko jazzowym),
świetnie gra na fortepianie, nie stroni od akordeonu. Ma dar spontaniczności
muzycznej-gra od ręki, z nut lub ze słuchu-bez prób i opracowań. Czy to muzyka
klasyczna, jazzowa czy ludowa; czy to kolędy lub pieśni patriotyczne; czy to popisy
solowe czy akompaniamenty-na Zbyszka zawsze możemy liczyć. Przez lata udzielał
się w Towarzystwie Przyjaźni Cypryjsko-Polskiej, jest członkiem zarządu "Malwy",
miesięcznik "Spod znaku Afrodyty" był jego pomysłem. Na jego głowie spoczywa
muzyczne opracowanie prawie każdej imprezy polonijnej, od wieczorów z kolędami i
zaduszek jazzowych po miesięczne msze święte w języku polskim (Zbyszek od lat jest
pełnoetatowym organistą w kościele katolickim w Nikozji). We wszystkim co robi
wspomaga go małżonka. Mało kto dorówna Sophie w pracowitości. Jest
niezastąpionym rzecznikiem Polonii, a jej opinia-z racji cypryjskiego pochodzenia
bardziej obiektywna niż nasza-ma większe znaczenie w środowisku tak polskim jak i
cypryjskim. Sophie jest pełno wszędzie. Gdy zaproszeni goście siedzą jeszcze w sali
koncertowej wsłuchani w ostatnie takty, Sophie już przygotowuje poczęstunek. Gdy
my jeszcze gościmy się i rozmawiamy, ona już zbiera dekoracje z sal, by potem zająć
się sprzątaniem stołów i wynoszeniem toreb. Nikt nie potrafi z taką skutecznością jak
ona umówić sponsorów, dotrzeć do rzesz z informacją o imprezach, ugościć. A
dlaczego to robi? Mówi, że z miłości do Zbyszka (- Polaka, dodam przewrotnie).
Najaktywniejsza działalność Polonii cypryjskiej obecnie ma miejsce w Nikozji,
niemniej jednak, mamy nadzieję, że wkrótce będziemy widoczni na całej wyspie.
W tym miejscu wyczerpują się moje zasoby próżności, a wraz z nimi ogólne informacje
nt. Polonii na Cyprze. Pozostaje tylko życzenie, by następnym razem inni pisali o nas
w tak pochlebny sposób, jak my piszemy o sobie.
Małgorzata Chrysanthou
Nikozja, sierpień 2004
Dzięki uprzejmości Elektronicznego Centrum Informatycznego Elektroniczne Centrum Informatyczne-Polacy na Cyprze
ZJEDNOCZENIE POLSKIE W HELSNGFORSIE
Kwiecień 1917 rok

Zjednoczenie Polskie w Helsinkach jest o 8 miesięcy starsze od państwa fińskiego. Założone zostało 3 kwietnia 1917 roku, wkrótce po obaleniu caratu, przez kilkutysięczna grupę polskich oficerów i żołnierzy służących w armii carskiej oraz przez małe grono osób cywilnych pochodzenia polskiego. Do czasu otwarcia Poselstwa Rzeczypospolitej w 1919 roku Zjednoczenie Polskie było jedyną oficjalną instytucją - urzędem reprezentującym interesy Polaków na terenie Finlandii a legitymacje Zjednoczenia pełniły rolę paszportów. Zjednoczenie Polskie zostało zarejstrowane w 1928 roku i ówczesny statut obowiązuje do dzisiaj. Celem stowarzyszenia jest „tworzenie i utrzymywanie łączności wśród Polaków osiadłych w Helsingforsie i okolicach przez działalność narodową i kulturalną”.... (§ 2 Statutu Zjednoczenia).
Od chwili powstania "Światpolu", Światowego Związku Polaków z Zagranicy, Zjednoczenie nawiązało i utrzymywalo z nim sciśły kontakt. Działalność Zjednoczenia Polskiego została przerwana na krótko II wojną światową. Po wojnie pracę w Zjednoczeniu podjęto na nowo. W roku 1976 odnowiony został kontakt z Ambasadą PRL w Helsinkach. Umożliwiło to nam między innymi dostęp do aktualnych osiagnięć polskiej kultury poprzez filmy, wydawnictwa itp. Nawiązano ponownie kontakt ze Stowarzyszeniem Wspólnota Polska w Warszawie a także z Towarzystwem Przyjaźni Finlandia-Polska w Helsinkach. Zaopiekowano się polskimi grobami w Finlandii.
Działalność Zjednoczenia ma od początku charakter kulturalno-towarzyski i wyraża się w kultywowaniu polskich zwyczajów, obchodzeniu rocznic narodowych i organizowaniu występów artystycznych. Od początku lat 90-tych organizujemy koncerty z okazji Święta 3-Maja, a z okazji Święta 11 Listopada, w pięknym kościele w skale - Temppeliaukion Kirkko - koncerty muzyki polskiej w wykonaniu wybitnych młodych polskich artystów. Te tradycyjne już koncerty Muzyki Polskiej zyskały sobie uznanie i popularność w bardzo wymagającym środowisku muzycznym w Helsinkach i mają stałe miejsce w kalendarzu wydarzeń muzycznych. Szczególnie uroczyście obchodziliśmy w 1998 roku 80-lecie Rzeczypospolitej Polskiej organizując Tydzień Muzyki Polskiej, cykl 7 koncertów.
Dużą atrakcją dla naszego środowiska są spotkania z wybitnymi Polakami. Gościliśmy m.in. reżysera Adama Hanuszkiewicza, rzeźbiarza Władysława Hasiora, pianistkę Halinę Czerny-Stefańską, ministra spraw zagranicznych Krzysztofa Skubiszewskiego i kompozytora Georga de Godzińskiego. 6 czerwca 1989 roku, akurat w dniu pamiętnych wyborów do sejmu, uroczyście witaliśmy w Finlandii Papieża Jana Pawła II. W październiku 1993 roku odbyło się spotkanie z przebywającym w Finlandii prezydentem RP Lechem Wałęsą.
W działalności związkowej, w której święta i uroczystości są nieodłącznym elementem, udział biorą również dzieci członków Zjednoczenia. Z początkiem lat 80-tych przy Zjednoczeniu zaczęła działać szkółka języka polskiego dla dzieci w wieku przedszkolnym, prowadzona z dużym zaangażowaniem przez Siostry Urszulanki. Na naukę uczęszczało tam zazwyczaj około 15-30 dzieci, które swoimi występami uświetniały obchody Dnia Matki i tradycyjne imprezy choinkowe. Obecnie państwo fińskie prawnie gwarantuje obcokrajowcom możliwość nauki języka ojczystego – polonijne dzieci mogą uczyć się języka polskiego w kilku punktach szkolnych działających w Helsinkach i okolicy. Ilość dzieci w szkółce polonijnej zmalała i w rezultacie jesienią 2002 r. działalność szkółki zawieszono. Wiosną 2003 r. przy Zjednoczeniu powstał Klub Przedszkolaka dając najmłodszym możliwość kontaktu z językiem polskim. Dzieci polonijne przygotowują nasze tradycyjnie polonijne Jasełka, na które zawsze przybywa gorąco oczekiwany św. Mikołaj z workiem prezentów. Ilość dzieci przychodzących na spotkanie z Mikołajem dochodzi nawet do 80. Dzieci biorą także udział w wycieczkach i tradycyjnych piknikach. Te polonijne sportowe pikniki w Pirttimäki są od lat 80-tych popularną formą naszej działalności. Odbywają się tam m.in. zawody dla dzieci i tradycyjne mecze piłki nożnej z reprezentacją polskiej ambasady, wieńczone spotkaniami w saunie. Od lat 80-tych zaczęły działać sportowe kółka zainteresowań. Najaktywniejsza to sekcja tenisowa w ramach której rozgrywano przez wiele lat mistrzostwa Polonii fińskiej. Jesienią 1995 powstała drużyna piłkarska Polonia – Helsinki, która zdobywa często medale w amatorskich mistrzostwach Finlandii. Przedstawiciele Zjednoczenia wielokrotnie uczestniczyli w letnich i zimowych igrzyskach polonijnych, organizowanych w Polsce przez Stowarzyszenie "Wspólnota Polska", a także tenisowych mistrzostwach Polonii w Sopocie zdobywając tam wiele medali.
Polonijne pismo KONTAKT zaczęło ukazywać się w 1980 roku. Ostatnio wydajemy je tylko z okazji Jubileuszów Zjednoczenia, natomiast od 1999 roku utrzymujemy strony internetowe http://polonia-finlandia.fi oraz wydajemy gazetkę „Nasz Biuletyn”, która zastąpiła comiesięczne listy członkowskie. Od 1999 roku zaczęto także organizować jesienne Zloty Polonii Fińskiej.
Obecnie na terenie całej Finlandii mieszka około 2000 Polaków. Do Zjednoczenia należy około 200 osób. Wiele osób mieszkających daleko od Helsinek, siedziby naszego stowarzyszenia, nie może czynnie uczestniczyć w naszej działalności. Stąd pomysł, aby założyć oddziały Zjednoczenia w innych ośrodkach i miastach Finlandii. Jesienią 2002 roku rozpoczął działalność Oddział ZP w Turku skupiający Polaków z tamtych okolic.
Niesposób wymienić tutaj nazwiska tych wszystkich osób dzięki którym Zjednoczenie Polskie przetrwało i nadal kontynuuje swą działalność, ale należałoby chociaż wspomnieć o szczególnie aktywnych rodzinach: Wnuków, Kosiorków i Bigosów, których członkowie przez kilka pokoleń stanowili trzon wielu imprez kulturalnych, pełniąc do dnia dzisiejszego także różne funkcje w zarządzie.
Zjednoczenie Polskie w Helsingforsie, które obchodziło w 2002 roku swoje 85-lecie, jest jedną z najstarszych organizacji polonijnych w Europie i prawdopodobnie najstarszym stowarzyszeniem cudzoziemców w Finlandii. Od 1998 roku Zjednoczenie jest członkiem Europejskej Unii Wspólnot Polonijnych a od roku 2002 członkiem Rady Polonii Świata.
Alicja Sollamo http://www.sollamo.com
AZJA
E-mail od Pana AleksandraMoi dziadkowie,rodzice i siostra urodzili się w Harbinie , do dziś mama opowiada o wspaniałych ludziach z Chin ich pracowitości i wytrwałości.Przdstawionego na fotografii Pana Edwarda Stokalskiego również pamiętają, z wielkim zainteresowaniem wysłuchuję opowiadań mamy jak dorastała w otoczeniu chińskich rodzin dzieląc się z ich codziennymi problemami w tym czasie niełatwego życia. Cieszę się, że istnieje China Radio Internationale za pośrednictwem, którego pogłębiam wiedzę dotyczącą tradycji i życia tak wspaniałego-pracowitego Narodu, Pozdrawiam wszystkich pracowników ww. Radia jak i wszystkich obywateli Chin.
Aleksander
Dzięki uprzejmości Redakcji Polskiej CRI http://pl.chinabroadcast.cn/
|